niedziela, 5 maja 2019

Uzupełnienie do obrzędowości: notatki z Kolberga i nie tylko..., cz. 1.


Tak się praca regionalisty toczy swoim rytmem, iż na tematy dawno już poruszane, opublikowane - co pewien czas ma coś nowego do dodania. Tak jest i tym razem: chociaż cykl artykułów poświęconych obrzędowości wsi Wielkopolski Wschodniej, prezentowaliśmy już  dawno, to dziś pragniemy do niego na krótko powrócić. 
Przeglądając kolejne tomy Kolberga, a także sięgając do prac sióstr: Jadwigi Szeptyckiej z Szembeków, oraz Zofii Szembekówny, pragniemy zaprezentować kolejne ciekawe zwyczaje, na które natrafiliśmy na kartach wspominanych ksiąg, a o których jeszcze sobie nie powiedzieliśmy.
Artykuł ma charakter uzupełniający, pisany jest także w charakterze uszeregowanych notatek, niż pełnoprawnie rozumianego artykułu. Więcej na temat zwyczajów naszego Regionu dowiedzą  się Państwo z prezentowanej na naszej stronie serii: "Kalendarz Obrzędowy".

Zapraszamy do lektury!



Boże Narodzenie.



Wigilia w chacie chłopskiej.
 

W powiecie średzkim na wieczerzę wigilijną spożywano: sino białą zupę z konopi (jest to nasienie konopne rozmelone wodą), a czasem grochówka lub polewka z maku z jagłami; albo też więdka v. zawiędła czyli brukiew suszona na nitkach, nalana warem, sparzona i zakruszona mąką; kluski z kwaśnem (tj. sok z kapusty kiszonej); kluski z makiem; kluski z faryną (tj. cukrem miałkim, podlejszego gatunku) albo kluski z miodem; groch biały lub ogrodowy (tj. Ziarka szablonu bez strączków); grzyby suszone w oleju smażone; kapusta; jagły; gruszki i owoc suszony[1].
Tymczasem o zwyczajach w okolicach Samostrzelu, O. Kolberg pisywał następująco: słomę i siano spod stołu po wieczerzy wzięte, raz z śledziem i chlebem dają bydłu, na pamiątek stajenki i jasełek Jezusowych[2]. W Czeszewie tłumaczono sobie ilość dziewięciu potraw wigilijnych tym, iż właśnie tyle chórów anielskich cieszyć miało nowo narodzonego Jezuska[3].
Ponadto we wspomnianych rejonach istniało przeświadczenie, zgodnie z którym: parobkowie szli cichaczem do pańskiego sadu nałamać tam gałązek z różnych drzew owocowych, w przekonaniu, że kiedy w wigilię człowiek ma do porwania szczęście, to je mieć będzie  przez rok cały do cudzego owocu[4].
            Co się zaś tyczyło przynoszenia prezentów, to w Sulmierzycach „obowiązek” ten spoczywał na „starych Józefach”. „Odwiedziny” ich  Kolberg relacjonował w następujący sposób:
Dzieci usłyszawszy odgłos dzwonka, w najciaśniejsze kryją się zakątki. Wszystko to na próżno: bo stary Józef jak tylko w dom zawita, wyszukuje zaraz biedactwo to i z kąta na środek izby wywłóczy, chłoszcząc je rózgą bez litości. Tu z groźną miną każe im klękać i mówić pacierz. Jeśli się dziecko popisze i pacierz powie bez pomyłki, dostaje w nagrodę jabłka, orzechy itp. Drobnostki; jeśli zaś nie umie go (może i ze strachu), to na nowo okropne odbiera cięgi[5].
Nieco inaczej sprawa miała się w okolicach Samostrzela, oraz Mrozowa, gdzie w tym celu domostwa odwiedzać miały Gwiazdki, bądź Gwiazdorzy - przebrani w stroje, które upodabniać ich miały do: kozła, konia, wielbłąda[6].

W okolicach Siemianic Jadwiga Szeptycka z Szembeków, odnotowała następujące zwyczaje związane z okresem Bożego Narodzenia/ zapustów. Pierwszym z nich był zwyczaj zwany „kozą” polegający na tym, iż czterech gospodarzy przywdziewało na siebie stosowne przyodzienie: jeden - przebrany był za kozę; drugi – obleczony w białe płótno; trzeci i czwarty – chadzali ubrani w kożuchy, przewiązane słomą[7].
Autorka wyraźnie odróżniała ten zwyczaj od podobnego, nazywanego „straszkami”. Młodzi mężczyźni chadzali po wsi ubrani w: wywrócone na drugą stronę kożuchy, przewiązane słomą; mieli także na sobie czapki baranie, doczepione brody, osmalone sadzą twarze i laski, którymi nie tylko się podpierali, ale i też smagali dziewczęta. Noszonymi przez siebie powrozami ze słomy, przewiązywali drzewa w sadzie – by dobrze obradzały w nadchodzącym sezonie[8]


Karnawał, Wielki Post i Wielkanoc.



Dyngus wg M.E. Andriolliego.
 

Karnawał to nie tylko czas hucznych zabaw, ale i pochodów przez wsie wszelakiej maści przebierańców (o czym dokładniej pisaliśmy w poprzednich artykułach związanych z obrzędowością). W Targoszycach chadzano z „niedźwiedziem” - przy czym omijano te domostwa, w których zamieszkiwać miały kobiety posądzane o bycie czarownicami[9]. Tymczasem: o dziewce co lubiła gościniec (karczmę) a niby się doń iść wzdrygała, mówiono, że ma wykrzykiwać: „Biorę papcie – teraz mnie łapcie” (gdy wziąwszy trzewiki, była już w gościńcu)[10].
Pisząc o zapustowych maskaradach, warto także wspomnieć o pojawiających się w okolicach Samostrzela i Mrozowa: Matce i Ojcu „Zapusty” – w których to role wcielali się, chodzący po owych wsiach chłopcy i dziewczęta.
W okolicach Dębicza, w trakcie zabaw zapustowych związanych z rytuałami przejścia „młodożeńcowych”, jeśli dziewczyna nie chciała się wkupić wódką w towarzystwo pełnoprawnych gospodyń wiejskich - to te mawiały o niej: „wilczyca”, bądź że „śmierdzi wilkiem”[11].
„Podkoziołek”- kolejny nieodłączny symbol zapustowych zabaw, mógł przybierać najróżniejsze formy (o czym sobie wspomnieliśmy w głównym materiale poświęconym obrzędowości tegoż okresu). Przykładowo: w Sulmierzycach była to odwrócona do góry nogami beczka; w Kotlinie lalka odziana w sukmanę, spodnie i kapelusz; zaś w Samostrzelu  niewielkie kijki powiązane w trójnóg, na którym ustawiano talerzyk na „datki”.
W Sokolnikach pod Kłeckiem, istniał obyczaj zgodnie z którym: w ostatni wtorek chłopcy obwozili także po wsi przed r. 1830 kura czyli koguta na kołkach, za co zbierali datki. Za takowe datki wyprawiali sobie wieczorem w karczmie ucztę zwaną Podkurek[12].
Tam też o północy do karczmy, gdzie trwać miała zabawa wchodził stróż, który wygwizdywał dwunastą godzinę. Wtenczas skrzypek zrywa wszystkie struny, klęka po środku izby karczemnej, a każdy z obecnych kładzie mu na głowę swoją czapkę, przez co robi się na jego głowie piramida czapek, które następnie najstarszy z obecnych gospodarz strąca mu kijem z głowy, jakby Zapustowi ścinał głowę. Poczem gdy się skrzypek z ziemi podniesie, gospodarz podaje popiół, a każdy posypawszy sonie nieco popiołu na głowę bije się w piersi i idzie do domu[13].
           
            W rejonie Ostrzeszowa w okresie Wielkiego Postu dochodziło do znanych w okolicach praktyk związanych z surowym umartwianiem się. Oskar Kolberg opisywał je następująco:
 Było (…) 6 par sukien czerwonych, niebieskimi obszytych tasiemkami, w których plecy odkrywać i obnażać można było, i te nazwano kapami. Tyleż było par larw (masek) i płaszczy białych, składanych na pewnem miejscu. Gdy nadszedł dzień oznaczony, zbierali się w to miejsce pokutnicy w liczbie sześciu, czyli tak zwani kapnicy, i przebierali się w wyż szaty, a mianowicie na koszulę wdziewali czerwoną ową suknię, larwę kładli na twarz aby ich nie poznano, na to zaś wszystko zarzucali płaszcz, trzymając w ręku dyscyplinę drutem cienkim okręconą. Ubrawszy się, poszli wszyscy śladem wskazanym przez swego w czerwony płaszcz ubranego dowódcę, trzymający w rękach wielki krzyż z wizerunkiem P. Jezusa, do kościoła, gdzie krzyż ów na dywanie rozpostartym w środku kościoła położywszy, sami, rozdzieleni na dwie połowy, po obu jego stornach (po trzech) przez niejaki czas leżeli, twarzą obróceni do ziemi. Po niejakim czasie podniósłszy się, wyszli za danem znakiem z kościoła w tymże samym porządku, płaszcz biały na lewe zarzucali ramię, odsłaniali plecy, i w processyi do Bożej męki lub do drugiego idąc kościoła, biczowali się tam do tego stopnia, że przechodnie wiedzieli, jak się u powracających z tej pokuty sączyła krew poranionych biciem plecach. Wytrwalsi z nich biczowali się w dnie naznaczone przez cały post[14].

W dni bezpośrednio poprzedzające obchody Wielkanocy, w Sulmierzycach: w Wielki Piątek, gospodarze i parobcy tłumami konno, kobiety zaś piechotą pędzili do pobliskiej wody, w której zanurzywszy się po kilkakroć z końmi lub sami, wychodzili z wody drżac z zimna. Czynili to dla zapobieżenia, aby się przez cały rok po ciele żadne nie pokazywał krosty ani wyrzuty[15].
Tymczasem w Czeszewie i Rgielsku: w Wielki Piątek starają się chłopaki z rana zastać dziewczęta jeszcze w łóżku, czyli „przyjść na ciepłe nóżki”, ażeby im mogli zadać tak zwane boże rany[16].
W prawie całym ostrzeszowskim, części pleszewskiego, a także w powiecie krotoszyńskim w Wielką Sobotę, świecono: zioła, tj. cierń głównie (jako i palmę z Palmowej Niedzieli). Następnie zgodnie z zapiskami Kolberga, chłopi wynosząc je z domu, i wianki z nich porobione zatykają na czterech rogach pola zasianego oziminą, skrapiając je przedtem święconą wodą[17].
W Dębiczu obchodzili zwyczaj polewania dziewcząt wodą (bądź wrzucania ich do napełnionego wodą koryta) wieczorem w Wielką Niedzielę[18]. Zaś w Poniedziałek Wielkanocny przebierano jednego z towarzyszy za niedźwiedzia, a następnie przystrajając grochowinami, oprowadzali po wsi. Ten machając kijem uderzał w drzewa, ziemię i  ludzi. Kolberg dodawał też, że jeśli ten: złapie dziewkę to ją matusi (tłocy, dusi), a ci drudzy krzyczą:, że ją chce zagryźć i wołają: „która dobrego sumienia, to niech nie ucieka! – a zła to myk, bo ją rozedrze! A dziewka uciekając woła: „Paskudny ty psie, już-ta do mnie lecisz!”[19].
Tymczasem w okolicach Środy Wielkopolskiej także polewano się wodą w Wielką Niedzielę popołudniu - rzekomo na pamiątkę pierwszego chrztu Polski[20]. Także i tam praktykowano pochody z niedźwiedziem, przy czym czasem wizyta ta spotykała się z odmową, co zresztą gospodyni wyrażała tymi słowy: Tu-ście dziewcząt nie kąpali, idźcie sobie teraz dalej[21].  Ponadto, to właśnie tego dnia płeć piękna otrzymywała prawo do „zemsty”, za niedzielnego dyngusa.
Ciekawie jawi się także obrzędowość wielkanocna z okolic Gniezna i Mogilna. O. Kolberg zauważał, że w poniedziałek po kwietnej niedzieli w gnieźnieńskiem, chłopcy chadzali z gaikiem (nowym latkiem)[22][23]. Natomiast zarówno w gnieźnieńskiem, jak i mogileńskiem po rezurekcji wielkanocnej: pławiono w wodzie konie, by je uchronić od much i robactwa[24]. W niektórych okolicach zdarzało się że chowano przed dziećmi ugotowane na twardo jajka i kazano ich szukać - kto je znalazł to dostawał je w prezencie. W Lany Poniedziałek chłopcy oblewali dziewczęta wodą, a we wtorek dziewczęta chłopców.
Wg badań terenowych przeprowadzonych przez Jadwigę Szeptycką z Szembeków z gaikiem na Wielkanoc chadzano także w Siemianicach, k. Kępna, oraz w Parczewie[25]. Chadzano tam też chadzano także z tzw. „kogutkiem” – wózeczkiem, na którym umocowane były obracające się postaci lalek, w centralnym zaś miejscu postawiony był kogutek. Zabawie tej towarzyszył zazwyczaj akompaniament skrzypiec[26].


Zwyczaje wiosenno-letnie.



M.E. Andriolli: Procesja na Boże Ciało.


Przechodząc od tej części materiału, warto zwrócić uwagę na pewien interesujący zwyczaj wiosenny, z okolic Przygodzic w pow. ostrowskim, odnotowany przez J. Szeptycką z Szembeków w jej „Przyczynkach…”: w maju, zwykle 7-go miesiąca, wybierało się z lasu najwyższą sosnę, ociosało ją, oładzało i w triumfie woziło do wsi w wigilię uroczystości, 8-go maja wypadającej. W następnym dniu po południu drzewo przystrojono w wstęgi, chustki jedwabne, materye, jadło i napoje, ustawiało śród zebranego tłumu i muzyki, a młodzieńcy wdrapywali się na niem. Zwycięzca zabierał wszystko, co było n słupie; prowadzili go w tryumfie do karczmy, gdzie wybierał sobie, którą dziewczynę do tańca. Jeżeli pastuszkowie ogień palili, to obchodząc, nad gasłem ognikiem zatykają w ziemię patyk, albo nawet krzyż, by dyjabeł na to miejsce nie przyszedł[27].

Kolejnym ważnym świętem w roku obrzędowym były Zielone Świątki. W okolicach Dębicza podobnie jak z okazji powitania wiosny, czy Wielkanocy chadzano tam wówczas po wsi z maikiem/gaikiem. Jednakże we wspomnianej okolicy czyniły to dziewczęta, i nie towarzyszyły temu żadne obrzędowe pieśni[28].
Tegoż dnia we wsiach takich jak Targoszyce, Ochla: młodzi parobcy wystawiają też w drugie święto Zielonych-świątek (mówił pasterz jeden) takie duże wysolachne drzewie, zwane Maj. Biorą na to cienkawy drąg (a jeżeli się nie uda, to i sosnę z boru, która zetną, co borowy nie widzi), i stawiają  u którego sąsiada na podwórzu; a tam na wierzchu (sosny), nawieszają wstążek, parę chustek, trzewiki, flaszkę z wódką itd. Ten, kto na ten wierzchołek wlezie, pobierze te wszystkie rzeczy (które były poprzednio wzięte od różnych dziewczyn), i dziewczyny muszą je od niego wykupywać, dając po parę trojaków. Potem idą wszyscy do izby tego gospodarza lub do gościńca, i za zebrane pieniądze grają i piją wódkę[29].
Zaś w Kuklinowie brano chłopca, który pierwszy raz miał zwierzęta paść, i smarowano mu twarz smołą, a następnie smagając rózgami, kazano ciągnąc wózek, którym objeżdżano wieś, zbierając międzyczasie „datki”, na dalszą zabawę w karczmie[30].

Niemalże w tym samym okresie praktykowanie obchodów starej, jeszcze przedchrześcijańskiej tradycji zwanej m. in. sobótką. O. Kolberg w następujący sposób przedstawiał obowiązujące w tym czasie zwyczaje, w okolicach Dębicza, oraz Mącznik:
 W tę wiliję, rwą gałązki bzu, gałązki lipowe, obedrą z nich część łyczka wiążą i łyczkiem tem obwiązują rogi wymiona krowom (na każdym dydku, tj. cycku krowiem po łyczku), oraz wymię to święconą w dzień Trzech–króli kredą opisują w koło i na krzyż, toż na czole między rogami, wreszcie i trzy krzyżyki nią robią i na progu obory; poczem tak opisane bydlątko przeżegnają: „W imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego, Bogu cię tu oddaję i cudownemu świętemu Benonowi” – po zdarciu z wskazanej części łyczka, wstawiają lipowe i bzowe gałązki pod domem w poszycie dachu domu jak i obory[31].
Podobnie czyniono w okolicach Mogilna i Trzemeszna, gdzie:  na św. Jan zbierają lipę, a raczej anielucha (tj. pęki lipowego kwiatu późno wyrastające na drzewie, - jemiołe?) i takową zatykają w słomę u strzechy, podkadzają nią było chore i w ogóle przeciwko czarom i przerokom używają[32].
W okolicach Powidza, Gembicy: dekorowano kwiatami figurki Jana Chrzciciela, a także palono ogniska, przez które skakano. Jeśli jakaś dziewczyna je przeskoczyła pomyślne – było to dla niej pomyślną wróżbą, oznaczającą, iż rychło wyjdzie za mąż[33].
Nieco inny charakter zwyczaj ten posiadał w Pleszewskiem, Konińskiem. Tam z kolei palono smolnice, które skakać mieli zarówno chłopcy, jak i dziewczęta. Jeśli którejś z panien biorących udział w zabawie, zdarzyłoby się wpaść do ognia – wówczas uważano ją za „zdemaskowaną” czarownicę[34].

Tymczasem w dzień św. Wawrzyńca(dies natalis: 10 sierpnia),, który uważany jest za „przeniesienie” sobótkowej obyczajowości: w Mącznikach i Dębiczu gasiło się ogień w domu, i spożywało pokarmy na zimno. Nowy ogień rozpalano dopiero następnego dnia. Tak samo czyniono w Nietrzanowie, gdzie pokarmami były wówczas: garus wiśniowy, oraz andruty (wafle) z makiem[35].
Zwyczajowi temu towarzyszyło także wypowiedzenie konkretnej formułki, oraz stosowne dla tego dnia domowników zachowania. O. Kolberg odnotował w okolicach Bagrowa, oraz Dębicza, co następuje: bierze gospodyni miotełkę, omiecie nią  i zgarnie na kupuszkę (kupkę) ogień z popiołem na kominie, i mówi: „W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, Amen. Śpij tu ogieniaszku z Panem Jezusem i wszystkimi Świętemi”. – Poczem poklękną wszyscy do pacierza, rozbiorą się do spania, a gospodyni bierze konopieleczkę z wodą śwnęconą i kropiąc nią wszystkich dodaje jeszcze: „W imię Ojca, Syna, i Ducha Świętego, Amen; pójdźma spać ze wszetkiemi Świętemi, z Aniołami Bożemi” – A do małych dzieci, co jeszcze pacierza nie mówią:” Śpijcie i wy ze wszystkiemi Świętemi i z Aniołami Bożemi”[36].

            W Dębiczu, w dzień Matki Boskiej Zielnej, istniał także zwyczaj odprawiania następujących praktyk religijno-magicznych. Poświęcone w ten dzień zioła trzymało się na strychu zawieszone na koźle, u wiązania dachowego. Korzystało się z nich w razie potrzeby, w stosownej chwili, po troszeczku; przygotowując w następujący sposób: kładło się ziele do wody gotującej się w garnku, dodając nieco siemienia i rozkrajaną na czworo cebulę; a wsypując trochę soli, wospy rżannej (żytniej ospy) alb chlebowej mąki, dolewa do tego i jeszcze święconej wody. Cały ten wywar leje się w węgorek i daje letnio pić krowie po ocieleniu, albo gdy chora. Służy on niekiedy i ludziom, mianowicie suchotniom, którym dolewają nieco tego waru do kąpieli. Z pęczka tego wyjętych parę ziół, kładą także i do trumny nieboszczyka lub nieboszczki[37].



M. E. Andriolli: Ostatnia garść.

            Obrzędowość letnią wieńczyło wspólne świętowanie, z okazji dożynek. W Kołaczkowie: Wilk siecze kosą całe żniwa. Dopiero przed skończeniem żniw, w Sobotę, ubierają go we wieniec tj. wsadzają na głowę koronę ze zboża, polnych kwiatów, i jedne z towarzyszy prowadzi trzymając go na powrozie lub powróśle. Wilk po drodze wyskakuje, wydziera się i wykrzykuje: hu, ha (naśladując głos wilka). Czyni to za nim, i cała gromada, brząkając przy tem w kosy do taktu, przy odgłosach skrzypiec i basów. Kosy są równe iż umajane wieńcami, i zwą się wówczas graty (może od wyrazu Gerath, sprzęt?). Cała gromada przechodzi wesoło przede dwór, i gdy państwo do nich wyjdą, człowiek prowadzący wilka (zwykle włódarz) przedstawia im go, jako uzdolnionego już robotnika. Otrzymują podarunki, a nadto wódkę i jadło; poczem następuje przed dworem zabawa i tańce, trwające parę godzin. Wilk tańczy zawsze jeszcze na powrozie, którego włódarz puścić nie chce, a stąd wciąż za nim latać (biedz) jest zmuszony. Śpiewają:
A pod borem, a pod lasem – wilczysko wywija,
Nie puszczajcie, a trzymajcie – tę leśną besują
Hu ha! – Hu, ha!
Idą potem na folwark, i tam, wśród różnych krotochwil, bawią się jeszcze do samego rana[38].
            Tymczasem w Targoszycach: po zebraniu wszelkiego gatunku zboża kłosistego, kilka kobiet przynosi do dworu, każda obwiązany wstążką lub taśmą snopeczek (garstkę, równiankę) z zżętego zboża uwity, zwany Pępek. Więc jedna z nich niesie pępek z żyta, druga z pszenicy, trzecia z owsa, czarta z jęczmienia[39].
            Z kolei w Czeszewie z okazji dożynek: na czele gromady kroczyło sześć przodownic, z których każda posiadała koronę wykonaną z innego „surowca”: z pszenicy, z żyta, z owsa, z grochowin, z orzechów laskowych przetkanych ozdobami z papieru. Oprócz tego każda z kobiet posiadała, zawinięte/ noszone w chuście po kilka kwart orzechów. Znajdując się już we dworze orzechy owe składano u nóg dziedzica dworu; a następnie zakładano jemu na głowę koronę z pszenicy, jego żona otrzymywała tę wykonaną z orzechów laskowych, a pozostałe trafiały na głowy pozostałych domowników[40].  
            Od J. Szeptyckiej z Szembeków wiemy także, że w Siemianicach, w czasie gdy pierwszy raz zwożono ścięte zboże do wsi: strojono na ten czas konie w kwiaty, oraz czerwone wstążki. Gdy pracom tym nadzorować miał dziedzic, bądź rządca:  jeden z parobków, bądź dziewcząt zagradzali mu sposób symboliczny wejście na pole; bądź po prostu stawiano przed jego powozem, w tym celu snopki. Zwyczaj ten nazywano tam „zaciąganiem”, i nie wpuszczano dziedzica, ani rządcy na pole – dopóty się nie „wykupił”. Podobnie czyniono przy okazji pierwszego w sezonie strzyżenia owiec[41]



Wieńce dożynkowe naszkicowane przez J. Szpetycką z Szembeków ze wsi (u góry od lewej): Siemianice, Parczew i Słupia; szkic Z. Szembekówny: wieniec dożynkowy ("baba") ze wsi Wysocka.

CDN.


[1] O. Kolberg, Dzieła Wszystkie: Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. 1, t. IX, Wrocław-Poznań, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze 1963, s. 81
[2] Tegoż, Dzieła Wszystkie: Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. 3, t. XI, Wrocław-Poznań, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze 1963, s. 142.
[3] Zob. tamże.
[4] Tamże, s. 143.
[5] Tegoż, Dzieła Wszystkie: Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. 2, t. X, Wrocław-Poznań, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze 1963, s. 185-186.
[6] Zob. tamże. 142.
[7] Zob. J. Szeptycka z Szembeków, Przyczynki do etnografii Wielkopolski, [w:] „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne”, t. VIII, 1906.
[8] Zob. Tamże.
[9] Zob. O. Kolberg, Dzieła wszystkie…, t. X, s. 191.
[10] Tamże.
[11] Tegoż, Dzieła wszystkie…, t. IX, s. 129.
[12] Tegoż, Dzieła wszystkie…, t. XI, s. 144.
[13]  Tamże.
[14] Tegoż, Dzieła wszystkie…, t. X.
[15] Tamże s. 199.
[16] Tegoż, Dzieła wszystkie…, t. XI,  s. 146.
[17] Tamże.
[18] Zob. Tegoż, Dzieła wszystkie…, t. IX, s. 134.
[19] Tamże.
[20] Zob. Tamże, s. 135.
[21] Tamże, s. 136.
[22] Zob. Tegoż, Dzieła wszystkie…, t. XI, s. 41.
[23] Obyczaj chadzania z gaikiem wiązał się przede wszystkim z obrzędowością związaną z pożegnaniem zimy, oraz powitaniem wiosny. Na niektórych obszarach został on z czasem przeniesiony do obrzędowości wielkanocnej, bądź weselnej. Warto jednak tutaj wspomnieć, iż O. Kolberg przytaczał w tym kontekście interesującą - choć wymagającą dokładniejszej weryfikacji ciekawostkę z okolic Borku Wielkopolskiego (dawnego Zdzieża): Doniesiono nam, że wieś dawniejsza Zdzież leżała na wzgórzu, a stok czyli pochyłość tego wzgórza razem z doliną wzdłuż potoku Pogony, nosił i nosi dotąd nazwę: Śmierć Zdzieska. Naprzeciwko starej, leży z drugiej strony potoku, nowsza wieś Zdzież u stóp pagórka, na którym zbudowany jest Borek. Ponieważ na wspomnianej wyżej pochyłości wzgórza starego Zdzieża ani chowano zmarłych, ani stoczono bitwę, ani stracono złoczyńców, przeto powstaje domysł, czy na miejscu tem nie obchodzono za czasów pogańskich uroczystość wiosenną (wspólną poniekąd całej aryjskiej rasie) topienia bożyszcza wyobrażającego śmierć czyli zimę. Chybaby nazwa ta była późniejszą reminescencyją z wieków średnich, i odnosiła się do zarazy morowej zwanej u Niemców der schwarze Tod, która jak wiadomo, w całej wówczas grasowała Europie.
O. Kolberg, Dzieła wszystkie…, t. X, s. 379.
[24] Zob. Tegoż, Dzieła wszystkie…, t. XI, s. 41.
[25] Zob. J. Szeptycka z Szembeków, dz. cyt.
[26] Zob. Tamże.
[27] Tamże.
[28] Zob. O. Kolberg, Dzieła wszystkie…, t.  IX, s. 143.
[29] Tegoż, Dzieła wszystkie…, t.  X, s. 202.
[30] Tamże, s. 203.
[31] Tegoż, Dzieła wszystkie…, t.  IX, s. 143.
[32] Tegoż, Dzieła wszystkie…, t.  XI, s. 44.
[33] Zob. tamże, s. 44.
[34] Tegoż, Dzieła wszystkie…, t.  X, s. 204.
[35]  Tegoż, Dzieła wszystkie…, t.  IX, s. 144.
[36] Tegoż, Dzieła wszystkie…, t.  IX, s. 144-145.
[37] Tamże, s. 145.
[38] Tegoż, Dzieła wszystkie…, t.  X, s. 212.
[39] Tamże, s. 206.
[40] Zob. Tegoż, Dzieła wszystkie…, t.  XI, s. 140.
[41] Szeptycka 44


 Bibliografia.


1.      Kolberg Oskar, Dzieła Wszystkie: Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. 1, t. IX, Wrocław-Poznań, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, 1963.
2.      Kolberg Oskar, Dzieła Wszystkie: Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. 2, t. X, Wrocław-Poznań, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, 1963.
3.      Kolberg Oskar, Dzieła Wszystkie: Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. 3, t. XI, Wrocław-Poznań, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, 1963.
4.      Szembekówna Zofia, Dalsze Przyczynki do etnografii Wielkopolski, [w:] „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne”, t. XII, 1912.
5.      Szeptycka z Szembeków Jadwiga, Przyczynki do etnografii Wielkopolski, [w:] „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne”, t. VIII, 1906.



Spis i źródła ilustracji.

1.      Wigilia w chacie chłopskiej:
2.      Dyngus wg M.E. Andriolliego:
3.      M. E. Andriolli: Procesja na Boże Ciało:
4.      M. E. Andriolli: Ostatnia garść:
http://muzeumetnograficzne.rzeszow.pl/stara/node/282
5. Wieńce dożynkowe:
  Jadwiga Szeptycka z Szembeków, Przyczynki do etnografii Wielkopolski, [w:] „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne”, t. VIII, 1906.
Zofia Szembekówna, Dalsze Przyczynki do etnografii Wielkopolski, [w:] „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne”, t. XII, 1912.