czwartek, 27 września 2018

Ziemiańskie dzieciństwo, cz. 2: Rola dziecka ziemiańskiego w chrześcijańskich rytuałach wtajemniczenia.




Po dłuższej przerwie kontynuujemy temat rozważeń nad ziemiańskim dzieciństwem. Poprzednio staraliśmy się przedstawić moment jego „wynalezienia”, dziś dopowiemy sobie  jeszcze kilka słów na temat tego, jak postrzegano dziecko na przestrzeni różnych epok. Omówimy jego symboliczne znaczenie w kontekście myślenia religijno-magicznego, by potem przedstawić zarys rytuałów inicjacyjnych w kulturze ziemiańskiej, dotyczących poszczególnych etapów wtajemniczania do wspólnoty chrześcijańskiej.



Istota z pogranicza dwóch światów.


Dziewczynka w stroju komunijnym z epoki.

Ewa Nowina-Sroczyńska rozpoczęła swoje rozważania na temat rozumienia znaczenia dziecka, i dzieciństwa w kontekście szeroko rozumianej kultury:
Carl Gustaw Jung: ”we wszystkich mitach dotyczących dzieciństwa spotykamy zdumiewający paradoks: z jednej strony bezbronne <<dziecko>> wydawane jest na pastwę niezwykle potężnych wrogów, nieustannie zagrożone zniszczeniem, z drugiej natomiast dysponuje mocami przekraczającymi ludzką miarę. Ta mitologiczna koncepcja ściśle wiąże się z psychologicznym faktem, iż <<dziecko>> jest z jednej strony czymś niepokaźnym, pozbawionym znaczenia, <<tylko dzieckiem>>, z drugiej zaś jest boskie”.
            Ambiwalencja dziecka to jeden z podstawowych i niezwykle nośny w znaczenia motyw literatury i wszelakich nauk.
            Stan dzieciństwa i stan młodość to stany głęboko przed osobowe i obce, niosące ze sobą inne, nie znane dorosłemu rozumienia „osoby”.
            Dziecko jest delikatne i kruche, jesteśmy więc mu winni wszelkie nasze doświadczenie, naszą mądrość i wiedzę, jest bowiem człowiekiem „niegotowym”. Dochodzenie do dorosłości, osiąganie Cogito, które w moim przekonaniu jest przyjęciem odpowiedzialności za wszystkie konsekwencje swoich czynów, uzewnętrznieniem własnych działań i uznawaniem ich za tożsame z nami, było i jest przedmiotem artystycznych dokonań (…). Wielka Sztuka częściej stawia inne pytanie: jacy jesteśmy poza Cogito i wówczas zwraca się ku dzieciństwu, alienacji, czy osobowości, ujawniając inną „ciemną” stronę dziecka: jego nieskończone, demoniczne wręcz możliwości. Na kartach literatury dzieci są często jasnowidzami, rozpoznają rzeczywistość, która wydaje się nam dorosłym na zawsze zamknięta [1].

            Autorka zwracała uwagę na znany badaczom fakt, iż: kultura przypisywała dzieciom charakter mediacyjny pomiędzy dwoma światami, rozumianymi tutaj jako następujące opozycje: świat cywilizacji/ ludzi – świat natury; a także: świat żywych – świat umarłych. Dziecko w swej symbolice w wielu kulturach jawi się jako przybysz z „innego świata”: pojawia się jako wcielenie przodków, bohaterów, bywa także niezwykle podatne na oddziaływanie sił nadprzyrodzonych (co podkreśla jego związek ze światem zmarłych).
Ale jawi się także ono jako istota ściśle związana ze sferą natury – przeświadczenie to uwidacznia się chociażby w przekonaniu, że: dzieci przynosi bocian. I nam współczesnym znany jest znany tylko ten fragment dawnego wierzenia, brakuje tutaj jednak odpowiedzi na proste pytanie: skąd ma je przynosić? Bardziej pomysłowi rodzice wyjaśnią swemu dziecku, że „z nieba”. Tymczasem kultura ludowa miała zgoła inne wyjaśnienie: z lasu, z moczarów, etc. – słowem miejsc w symbolicznym sposobie myślenia miejsc „obcych”, „nieoswojonych”.
Kultura rozumiała zatem nowo narodzone dziecko jako „stworzenie”, które należy „oswoić” – czyli wyrwać z chaotycznego świata natury, i znaleźć mu miejsce w uporządkowanym świecie własnej wspólnoty. Wiązało się to z nadaniem imienia, a także przeprowadzeniem przez szereg obrzędów związanych z włączeniem dziecka do społeczności lokalnej wioski, czy też rodu (o obrzędach wtajemniczenia, oraz kwestii nadawania imion pisałam już w zamieszczonych na naszej stronie w materiałach Kalendarza Obrzędowego: Narodziny cz. 1: W łonie matki, oraz Narodziny cz. 2: Obrzędy i rytuały związane z przyjściem na świat).
Wokół postaci noworodka narosło wiele kulturalnych tabu, które miały za zadanie jego ochronę przed urokami, oraz oddziaływaniem złowrogich człowiekowi istot ze świata zarówno natury, jak i zmarłych. Zaniedbanie, zlekceważenie a w końcu niedopełnienie, któregoś z nich mogło zaskutkować przemianą dziecka, w rodzaj upiora (np. nie dopełniając obowiązku chrztu), czy też sprowadzić na niego chorobę w skutek uroku.

Zanim przejdziemy do bezpośredniego omawiania zwyczajów religijnych, zatrzymajmy się na chwilę w tym miejscu, aby  przedstawić garść przeświadczeń, wyjaśniających stosunek do dziecka w kulturze europejskiej.
Zacznijmy od wyjaśniania jego symboliki w religijno-magicznym systemie myślenia. Medialny charakter dziecko zaczyna posiadać już w łonie matki, nawet w chwili poczęcia. Embrion ludzki – jak wierzono – rozwija się do środka. W kształtowaniu się dziecka biorą udział trzy siły matka, ojciec i Bóg, przy czym w darze od matki dziecko otrzymuje części „białe” organizmu (kości, paznokcie, żyły, mózg i białka oczu), od ojca – „części czerwone”, opozycyjne (krew, skórę, mięso, źrenice), Od Boga wreszcie duszę, wyraz twarzy, wzrok, słuch, zmysły ogólne i poznanie. Rozwija się wiec od środka, bowiem, jak wierzono, każda rzecz powstaje od środka (…).
            Żydzi  wierzyli, że  dziecku w łonie matki „pochodnia główkę oświeca, dzięki czemu widzi ono od jednego końca świata do drugiego”- jest więc pomiędzy dwiema rzeczywistościami. Dla ludzi wielu kultur rosnący płód ma moc niezwykła. Znamy  powszechne przekonanie o „Hand of glory”, palec zmarłego w łonie matki niemowlęcia służy złodziejom za świecie, czyniąc ich niewidzialnymi, a okradzionych pogrążały w sen [2].
            Pozwolę sobie na krótkie wyjaśnienie, dotyczące magicznych praktyk znanych jako wspomniana przez E. Nowina-Sroczyńską „Rękę Chwały”, gdyż nie każdy z czytelników może mieć świadomość tego, czym ona była.  Ciekawym jest bowiem, iż autorka wspomina o nim w kontekście artefaktu sporządzonego z ręki płodu (co z kolei podkreśla mediacyjny charakter poczętego dziecka, jego związek ze światem duchów) – podczas gdy w większości źródeł wzmianki dotyczą wykorzystania fragmentów ciała przestępcy. Etymologia nazwy owego magicznego przedmiotu odwołuje do osławionego w praktykach magicznych korzenia mandragory (maindegloire)  – którego to pierwotnie miała dotyczyć.
Z czasem  dotyczyć miała artefaktu sporządzonego z ręki mordercy-wisielca, najlepiej by była to ta, którą dokonał on przestępstwa (bądź po prostu lewa). Odciętą rękę odpowiednio preparowano tj.:  spuszczano z niej krew, następnie marynowano przez dwa tygodnie przy użyciu soli w glinianym garnku; potem suszono na słońcu przy użyciu ziół takich jak werbena. Tak sporządzony magiczny przedmiot wykorzystywany był w charakterze „świecznika” – na palce nakładano wówczas świece wykonane z ludzkiego tłuszczu (najlepiej wisielca, od którego pochodzić miała także i ręka).
Artefakt ów posiadać miał magiczne właściwości, niezwykle użyteczne złodziejom: zapewniał niewidzialność, oraz zsyłał sen na domowników. Praktyki z jego wykonywaniem i wykorzystywaniem znane były także na obszarach słowiańszczyzny, o czym wspominał chociażby J. Frazer w „Złotej Gałęzi”, a także Oskar Kolberg, gdy w jednym z tomów „Dzieł Wszystkich” wspominał o terenach regionu Wielkopolski Wschodniej.
           
Wracając do głównego wątku: wspomnieć należy o przypisywaniu dzieciom zdolności wieszczych, czy też zdolność dostrzegania niezauważalnego, którą zatracić mieli dorośli, którzy swoim stylem życia zbytnio odeszli od stanu natury.  Przykładowo wierzono, że: Dzieci urodzone w niedzielę mogą widywać duchy, a nawet śmierć przychodzącą po innych ludzi (Słowianie, Żydzi), jeżeli urodzą się w Wigilię Bożego Narodzenia o północy, to zobaczą rzeczy, których nikt nie widział [3]. U Egipcjan najstarszy syn miał zdolność kontaktowania się ze światem umarłych, gdy  jego zabrakło rodzina utraciła tę możliwość [4].
Wbrew pozorom przekonania tego typu nadal pozostają wciąż żywe, u osób które deklarują swoją wiarę w istnienie duchów, zjawisk niewyjaśnionych. Relacjonują one, że ich pociechy miały reagować (uśmiechać się, mówić, bawić się, nawet bać) „kogoś”, kogo inni nie byli wstanie dostrzec. Jeszcze dalej posunięte relacje tego typu wzmiankują, iż niektóre maluchy mają czasem tendencję do dzielenia się wspomnieniami ze swego „poprzedniego” życia (przeświadczenie o reinkarnacji).
Być może właśnie z powodu przypisywania dzieciom owe otwartości na zjawiska nadprzyrodzone, jawią się one także często jako bohaterowie współczesnych filmów, książek, oraz gier o charakterze grozy?
W kontekście kultury dawnej warto wspomnieć także o tym, że: zmarłe przedwcześnie dziecko postrzegane jako czyste i niewinne (występuje tu częste określenie: „mały aniołek”), posiadało dar pośrednictwa pomiędzy Bogiem, a własnymi rodzicami. Powszechnie w Europie, a także w polskiej kulturze ludowej, uznawano, że dzieci mogą wypraszać łaski dla rodziców, „bez orędownictwa dzieci, nawet poroniątek, ciężko się obyć nawet na tamtejszym świecie”, syn miał zdolność wyprowadzania rodziców z piekła, „jego modlitwa piekło studzi” (u Żydów)[5]. Niewątpliwie wśród osób uduchowionych przekonanie to nadal pozostaje żywe.
            Rzekome nadprzyrodzone zdolności dzieci były postrzegane zarówno jako błogosławieństwo, jak i przekleństwo. Niemniej jednak przejawiała się tendencja ku temu, aby dziecko całkowicie wyrwać z porządku natury, i w pasować w obowiązujący w dany społeczeństwie ład. Poddawano je zatem rytuałowi, którego celem było odebranie mu „przywileju” koegzystowania pomiędzy dwoma światami – a przypisanie jedynie społeczności ludzkiej.
            U dawnych Słowian był to rytuał postrzyżyn (u chłopców) / oraz zaplecin (u dziewczynek). Włosy w swej symbolice odwołują do świata natury – dzikości (stąd przy odprawianiu rytów magicznych rozplatano włosy, targano je; Żydzi mieli targać je na znak żałoby) – jeśli dziecko miało na dobre zostać włączone do wspólnoty dorosłych, musiały zostać ścięte. W swej dalszej symbolice, wspomniane części ciała oznaczają także siły witalne – nie mogły zatem tak po prostu wyrzucone, bowiem ich wejście w niepowołane ręce mogły sprowadzić na ich właściciela urok, bądź chorobę.
Wierzono na przykład, że porzucone niedbale włosy mogą porwać ptaki, które wijąc przy ich użyciu gniazdo, mogą „uwić” chorobę. Zatem przywiązywano uwagę do tego, aby ścięte kosmyki przechowywać bezpiecznie i z szacunkiem. Zazwyczaj składano je pod progiem domu, bądź w kącie izby – istotnym było jednak to, aby dziecko, nawet najmniejsze miało świadomość ich przechowywania, by móc wrócić po nie nawet w razie własnej śmierci [6].


Dziecko na przestrzeni minionych epok.


Ryngraf z lat 30. XX wieku.

            Poruszaliśmy ten wątek ostatnim razem, pozwolimy jednak  sobie powrócić do niego na chwilę, aby dopowiedzieć sobie pewne kwestie poruszane przez przytaczaną przeze mnie łódzką etnolog. E. Nowina-Sroczyńska w swych rozważaniach, mających na celu ukazać zmianę stosunku do dziecka na tle minionych pokoleń, dzieli je na trzy następujące epoki: klasyczną, romantyczną, oraz okres freudowski.
            We wzorcu klasycznym dominuje przekonanie, iż: natura - to dzikość, ucieleśnienie pierwotnego zła; podczas, gdy społeczeństw rozumiane pozostaje jako ostoja cywilizacji, której zadaniem jest wychowanie „dzikiego stworzonka” – jak pojmowane było wówczas dziecko [7]. Jak się przekonaliśmy ostatnim razem – w czasach minionych epok nie było zbyt wiele miejsca na „dzieciństwo” pojmowane w sposób w jaki rozumiemy je obecnie. Dzieciństwo w średniowieczu wydaje się nie istnieć głównie z ekonomicznego punktu widzenia, gdy dzieci od małego uczone są przyswajania obowiązków i powinności ciążących na dorosłych: pomaganie w zajęciach gospodarskich, szkolenie na rycerza, czy w końcu nakłanianie ich do zawierania politycznych małżeństw.
W sztuce sakralnej późnego średniowiecza zwraca się uwagę na fakt wysokiej śmiertelności wśród dzieci – to z kolei przekłada się na przedstawieniach ich w rzeźbie, i malarstwie, jako aniołów – symbolów niewinności (wcześniej postaci aniołów przedstawiane były jako osoby dorosłe) [8]. Nie sądzono, iż w dziecku zawarta jest cała osoba. Podobnie w kulturze i  ikonografii ludowej, gdzie oprócz Dzieciątka Jezus inne dzieci były nieobecne, nie tylko dlatego, że umierały zbyt pospiesznie, ale może przede wszystkim dlatego, iż nie zasługiwały na własny wizerunek, będąc w doświadczeniu ludowym ludźmi „niegotowymi” [9].
Stan ten będzie utrzymywał się od XII do XVII, kiedy dziecko zostanie uznane pod względem duchowym za równe osobie dorosłej. Wybiegając jednak nieco w przyszłość warto przytoczyć pewien przykład, podany przez w/w autorkę odnoszący się chronologicznie do czasów nam współcześniejszych. Jeden z etnologów zauważył, że w fotografii nagrobnej, obecnej na polskich, wiejskich cmentarzach, dziecko było i jest przedstawiane w całej postaci. Prawie nigdy, w przeciwieństwie do kanonu fotografii nagrobnej ludzi dorosłych, nie spotkamy portretów zmarłych dzieci [10].
            Tendencja ta bez wątpienia posiada swe wcześniejsze korzenie w XVI-wiecznym zainteresowaniu portretem, które wskazuje, że dzieci europejskie wychodzą wówczas z anonimowości. „Jest doprawdy” – pisze A. Aries – godnym uwagi zjawiskiem, iż w epoce demograficznego marnotrawstwa zapragnięto utrwalić na pamiątkę rysy dziecka, które będzie dalej żyło, bądź dziecka zmarłego [11]. Anonimowość dziecka jest wytworem miasta i mieszczaństwa. Wraz z emancypacją dziecka pogarsza się sytuacja kobiety, przywiązanej coraz bardziej do domu, podczas gdy dzieci pojawiają się tłumnie w domu, szkole na ulicach, kartach literatury i płótnach nawet największych malarzy [12].
            Kolejny okres – romantyczny, odwraca zależność o której sobie przed chwilą powiedzieliśmy: dziecko jest tutaj postrzegane jako „dobre” i „czyste” – właśnie przez to, że pozostaje blisko związane z naturą. Romantyzm wszelkiego zła dopatrywał się bowiem w odejściu od natury, i związanej z nią wrażliwości (otwartości na to co niedostrzegalne) – winą za ten stan rzeczy obarczał cywilizację, która starała się wytępić w człowieku owe nadprzyrodzone, pierwotne instynkty („Czucie i wiara silniej mówi do mnie, niż mędrca szkiełko i oko”) [13]. Ówcześni artyści i myśliciele byli zatem zdania, iż należy za wszelką cenę chronić naturę i umysł dziecka, przed „zgubnymi” wpływami cywilizacji. U V. Hugo dziecko staje się czymś w rodzaju Boga, a na pewno jest aniołem spadłym z nieba [14].
            Ostatni okres dziejowy wyszczególniony przez badaczkę, to epoka rozwoju psychoanalizy. Freud, ku oburzeniu romantycznie nastawionego społeczeństwa, oświadcza, że dziecko cechuje seksualizm, więcej, ma ono amoralne popędy, nie jest więc aniołem (…). Jest krnąbrne, kieruje się instynktami, jest źle wychowane i bywa prostackie. W tych twierdzeniach bliski jest poglądom  okresu klasycznego. Wprowadza jednak zmienną nowość: dziecko jest nie tylko prostackie, ale i delikatne, jest zwierzątkiem, ale można je zranić, więc my dorośli musimy nieustannie uważać.
            Ambiwalencja – podstawowy paradygmat natury dziecka, dostrzeżony przez Freuda stanie się odtąd podstawowym, kulturowym sposobem myślenia o dzieciach. Jung, którego przywołałam na początku moich rozważań, rozwinie myśl freudowską, podkreślając tę ambiwalencję, której metaforyczną wykładnią są słowa M. von Ebner Eschenbauch: „poparzone dzieci boją się ognia lub zadurzają w nim” [15].


Mali ziemianie i ich wielkie religijne inicjacje.




W drodze na chrzest.

Nie inaczej jak w rodzinach chłopskich wierzono, iż ciężarna kobieta, chcąc zapewnić swemu dziecku piękny wygląd powinna przebywać w otoczeniu rzeczy pięknych i przyjemnych. I to też starano się jej zapewnić, wyposażając pokoje w estetyczne przedmioty, oraz fotografie i portrety ładnych dzieci [16].
Ziemianki początkowo rodziły wyłącznie w domowym zaciszu, z czasem jednak część z nich decydowała się udawać w tym celu do specjalistycznych klinik, gdzie przyjmowano na świat młodsze pokolenia ziemian. Świeżo upieczona matka podoławszy dokonania tergo nieprostego zadania, w niedługim czasie zostawała uhonorowana za swój trud, otrzymując w zamian stosowne podarki. Mąż zwykł zazwyczaj wręczał jej z tej okazji kwiaty, oraz biżuterię; ale i zdarzało się (zwłaszcza jeśli kobieta wydała na świat dziedzica rodu), że otrzymywała od swego teścia rodową biżuterię [17].
W wielkopolskiej Wrześni w 1933 roku, gdy narodził się potomek rodu Mycielskich, fornale pod oknami siedziby strzelali z batów, aż do czasu wyniesienia przez służbę stołów z poczęstunkiem. Jednocześnie w tamtejszym pałacu wydawano przyjęcie dla służby i oficjalistów. Bohater tego dnia, Roman Mycielski, relacjonował później: Ojciec mój musiał potem chodzić pomiędzy przyjęciami, zapraszając do jedzenia i picia oraz przepijając liczne toasty, i jak potem często wspominał, upił się z tej wyjątkowej jednak okazji jak nigdy w życiu”. Z kolei w okresie jeszcze przed I wojną światową nieurodzenie męskiego potomka mogło rzutować negatywnie na pozycję kobiety w rodzinie męża. Z okazji narodzin córki w majątku robiono beczkę wina z własnych winogron, którą oznaczano imieniem dziewczynki i rokiem urodzenia. Beczka taka miała czekać przez lata, aż do dnia jej ślubu” [18].
Co może zaskoczyć naszych czytelników: dzieci szlacheckie poddawano obrzędowi  chrztu, aż dwukrotnie (sic!). Pierwszym był tzw. „chrzest z wody”, i miał często miejsce gdy nowo narodzone dziecko przyszło na świat wątłego zdrowia, bądź w czasach wojny. Obrzędu tego dokonywała wówczas osoba świecka przy pomocy wody święconej; jeśli zaś dziecko było zdrowe i nic nie zagrażało jego życiu czynił to w odpowiednim czasie rodowy kapelan w kaplicy rodzinnej, bądź proboszcz w kościele. Obrządek ten posiadał wówczas wyłącznie religijne znaczenie, co oznacza że nie wystawiano wtedy metryki chrztu [19]. Chrzestnymi zostawały z reguły osoby, które znajdowały się wówczas we dworze (mogły to być osoby ze służby) – a niekiedy wręcz nie wyznaczano ich wcale (zwłaszcza, jeśli nie było pewnym czy dziecko przeżyje).
Jeśli wszystko przebiegło pomyślnie urządzano niewielkie przyjęcie, na które spraszano gości, którzy przybywali do dworu powitać nowo narodzonego potomka. Zazwyczaj odbywało się ono w pobliżu pokoju, gdzie czas swego połogu odbywała matka (ok. miesiąc - półtora miesiąca) [20].
Kilka miesięcy, bądź lat później odbywał się formalny chrzest, któremu poddawano niekiedy kilkoro rodzeństwa na raz – odbywał się on już wówczas przy użyciu świętych  olejków, nie zaś święconej wody. Miał on miejsce w kościele parafialnym, w rodowej kaplicy, czy nawet we dworze gdzie na tę okazję wyszykowano stosowny ołtarzyk. Dekorowano go wówczas na bogato: świętymi obrazami, szalami tureckimi, skrzyżowanymi szablami, bądź inną bronią i pamiątkami rodowymi [21].
W rodzinach ziemiańskich i arystokratycznych kultywujących stare rycerskie tradycje  chrzest męskiego potomka rodu wiązał się  z niezwykła tradycją, a mianowicie dziecko takie niesiono do chrztu i chrzczono na jednej lub dwóch skrzyżowanych karabelach. Na karabeli chrzczonego chłopca  trzymał ojciec chrzestny. „Miał to być symbol mający świadczyć, że nowo narodzony potomek rodu […] zawsze gotów będzie z szablą w ręku walczyć w obronie swojej ojczyzny” [22].
W trakcie uroczystego chrztu, do roli chrzestnych wybierano z reguły innych chrzestnych, niż tych którzy byli uczestniczyli w trakcie pierwszego rytuału. Zgodnie ze staropolską tradycją, chociaż nie zawsze przestrzeganą, pierworodnego syna powinni trzymać do chrztu jego babka macierzysta i dziadek ojczysty, a córkę dziadek macierzysty i babka ojczysta. Rodzicami chrzestnymi kolejnych rodzących się dzieci zostawali ich wujowie, stryjowie, ciocie i stryjenki, naturalnie zawsze dobierani w pary [23].
Na chrzcie nadawano dziecku imiona, których na ogół było więcej niż jedno, a czasem mogło być blisko dziesięć. Nie były one przypadkowe, lecz odnosiły się do imion przodków lub krewnych  zarówno ze strony ojca, jak i matki, niekiedy sięgających nawet XVI wieku [24].
Często było tak, że w pierwszym szeregu imion chłopcy otrzymywali je po swych ojcach dziadkach; a dziewczynki matkach, babkach – imiona wybierano nie tylko spośród zasłużonych dla rodu i historii polskiej osobach, ale także wśród panteonu ulubionych świętych [25]. Na tę okazję dzieci ubierano w biały becik, oraz białą sukienkę.
Uroczystość udzielenia  sakramentu chrztu w kościele parafialnym mogła być uroczystością bardzo integrującą  na gruncie religijnym społeczność dworu, pracowników i wsi. Po pierwsze chrztu udzielano jednocześnie różnych dzieciom parafii, a po drugie członkowie rodziny ziemiańskiej zostawali rodzicami chrzestnymi  dzieci pracowników majątku.
Z okazji chrztu dziecko otrzymywało w prezencie pamiątki o charakterze religijnym, a więc a przykład obrazki święte i ryngrafy. Często były to przedmioty przekazywane z pokolenia na pokolenie właśnie z okazji chrztów  [26]. Po kościelnym obrządku, dalsze obchody uroczystości zostawały przeniesione do dworu, gdzie zazwyczaj na cześć nowego członka wspólnoty okolicznych chrześcijan, wyprawiano bal.



Chłopiec w stroju komunijnym z epoki.


Podobnie jak w obecnych czasach, tak i wówczas przygotowania do Sakramentu Eucharystii poprzedzały stosowne przygotowania, których uwieńczeniem były Pierwsza Spowiedź, oraz Komunia Święta. Do pierwszego z nich przystępowały dzieci dziesięcioletnie, zaś do drugiego  dwunastoletnie. Ich mentorami na ogół zostawały różne osoby począwszy od własnej matki, po domowego nauczyciela, czy też na zaprzyjaźnionym księdzu oraz zakonniku kończąc. Zaznajamiali oni przyszłych neofitów z zasadami katechizmu, którego znajomość była podstawą przystąpienia do tak istotnych sakramentów. Przygotowania do nich mogły odbywać się zarówno we dworze, jak i w pobliskim klasztorze – wówczas w spotkaniach uczestniczyły z reguły dzieci z kilku zaprzyjaźnionych z sobą rodzin [27].
Uroczystości związane z Pierwszą Komunią Świętą odbywały się w różnych miejscach, w zależności od rodzinnych tradycji i okoliczności. Mogły to być zarówno: rodowa kaplica, kościół parafialny, w kościele znajdującym się w pobliskim mieście (dekorowanego wówczas konwaliami i liliami), lub w miejscu pobierania nauk (zakłady klasztorne).
Warto też poświęcić uwagę dawnej modzie komunijnej, jaka obowiązywała minione pokolenia. W końcu XIX wieku i jeszcze przed I wojną światową sukienka dziewczynki przystępującej do Pierwszej Komunii Świętej bardzo przypominała suknię ślubną. Sukienka ta była długa aż do kostek, mocno wcięta w talii  za pomocą szerokiej taśmy. Ponadto była ona bardzo zabudowana, a więc zakrywała całkowicie szyję oraz ręce. Dodatkiem do sukienki był długi welon, wianek, białe pantofelki, oraz torebeczka w formie płaskiego białego woreczka  [28].
Elegancki ubiór chłopca do Pierwszej Komunii Świętej mógł się składać z garniturku, pończoch i bucików – wszystkich tych elementów w białym kolorze.
W okresie międzywojennym dzieci przystępowały do Pierwszej Komunii Świętej ubrane w następujący sposób. Dziewczynki ubierały białą suknię długą do kolan, której krój i wygląd mógł być różny. Nadal musiała być zapięta dość wysoko  szyją i zakrywać ręce.  Na ogół miała kołnierzyk zaokrąglony lub trójkątnymi rogami i mieć pasek w talii. Dopełnieniem sukienki był biały, długi lub bardzo długi welon, białe podkolanówki, oraz białe sandałki, czasem także wianek sztuczny lub z prawdziwych kwiatków, który przytrzymywał welon. W ręku dziewczynka powinna trzymać bukiecik białych konwalii lub długą świecę (gromnicę) udekorowaną zieloną i białą wstążką. Najbardziej odpowiednią fryzurą dla dziewczynki były dłuższe uformowane za pomocą papilotów w spirale loki.
Chłopcy mieli na sobie biała koszulę, przy czym jej krój oraz kształt kołnierzyka mógł być różny. Do koszuli mogli założyć  biały wąski krawat. Do tego nieodzowny był garniturek biały, jasnoszary, bądź w ciemnym kolorze, składający się z krótkich spodenek (powyżej kolan) i marynarki zapiętej na trzy guziki, podkolanówek i skarpetek w kolorze takim jak  garnitur lub białe, pantofli lub sandałków w ciemnym kolorze. Do koszuli lub marynarki mógł być przypięty biały kwiatek, na przykład biała róża [29].
Tym co może zaskoczyć osoby przywykłe do obecnie obchodzonych komunii, to fakt, iż na ziemiańskich dworach nie obchodzono ich wcale tak, jak mogłoby się to wydawać.  Urządzanie przyjęcia z tej okazji, nie było obowiązkowe – a jeśli już to było zdecydowanie skromniejsze niż dzisiaj. Podobnie rzecz się tyczyła kwestii prezentów – dzieci otrzymywały wówczas książeczki do nabożeństwa, które uważano za obowiązkowy podarek, oraz inne dewocjonalia; w niektórych rodzinach przestrzegano zasady by w tym dniu spełnić jedno dowolne życzenie dziecka np. przejażdżka na kucyku [30].
Jak  obchody tego wydarzenia wspominali ich ówcześni bohaterowie? Zdecydowanie pozytywnie, bowiem podkreślali w swych wspomnieniach iż podchodzili do tego wydarzenia w bardziej indywidualny, uduchowiany sposób. Nie liczyło się wówczas wystawne przyjęcie, ani drogie prezenty, a nawet porównywanie kreacji komunijnych. Kwestię tę pozostawiam czytelnikom do refleksji.

Tymczasem przechodzimy do omówienia kolejnego sakramentu jakim jest bierzmowanie, do którego ówczesna młodzież ziemiańska przystępowała w wieku 15-16 lat. Podobnie jak w przypadku sakramentu Eucharystii, także i w tym przypadku uczestnictwo w tym obrzędzie zakładała staranne przygotowanie, tj. opanowanie i przyswojenie sobie katechizmu. Należało także wybrać sobie imię patrona, który miał czuwać nad daną osobą, w ciągu jej dalszego życia.
Bierzmowanie odbywało się w kościele parafialnym, lub w prywatnej kapicy – udzielał go biskup, który przybywszy w okolice zatrzymywał się w ziemiańskim dworze, i tuż przed dniem udzielania sakramentu odpytywał okoliczną młodzież ze znajomości katechizmu. Dziewczęta zakładały na tę okazję białą suknię, lecz już bez welonu, świadkami mogły zostać osoby spoza rodziny, prezenty jakie wówczas otrzymywano nie różniły się od poprzednio przedstawianych okoliczności. Zazwyczaj po uroczystości odbywało się przyjęcie, w którym brał udział zaproszony biskup [31].

Na sam koniec tej części poświęconej ziemiańskiemu dzieciństwu, w kontekście rytuałów religijnych wypadałoby wspomnieć o mniej przyjemnych okolicznościach jakimi był bez wątpienia pogrzeb dziecka. Na dzień dzisiejszy nie udało mi się dotrzeć do szczegółowych wspomnień na ten temat, biorąc jednak pod uwagę tradycję polską, można sobie jego przebieg wyobrazić.
Swego czasu jednak udało mi się dotrzeć do interesującej ciekawostki, odnoszącej się do kwestii wysokiej śmiertelności wśród ówczesnych dzieci.  Obserwowanie tego zjawiska zrodziło wśród ówczesnych przekonanie, iż śmierć chętniej upomina się o niemowlęta płci męskiej, niż przeciwnej. To z kolei zrodziło pewną metodę zapobiegnięcia przedwczesnej śmierci męskich przedstawicieli rodu – za którą krył się jak najbardziej religijno-magiczny sposób myślenia.  „Podstęp” ów polegał na tym, aby „zmylić kostuchę” ubierając chłopców, podobnie jak dziewczynki – w długie białe sukienki. Dowody tych praktyk odnajdujemy na starych fotografiach, gdzie niemowlęta obydwojga płci ubrane są w ten sam, trudny do odróżnienia sposób.  


Ciąg dalszy nastąpi, gdyż już w kolejnej odsłonie cyklu 
zapoznamy czytelników z ziemiańskimi zwyczajami
dotyczącymi zaręczyn, ślubów, oraz wesel.



Przypisy.

[1] E. Nowina-Sroczyńska, Przeźroczyste ramiona ojca (fragmenty etnologiczne), [w:] Łódzkie Studia Etnograficzne, t. XXX, Jadwiga Kucharska (red.), Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa-Łódź 1991, s. 125-126.
[2] Tamże, s. 133-134.
[3] Tamże, s. 135.
[4] zob. Tamże.
[5] Tamże.
[6] zob. Tamże, s. 136.
[7] zob. Tamże, s. 128.
[8] zob. Tamże.
[9] Tamże.
[10] Tamże.
[11] Tamże, s. 129.
[12] Tamże.
[13] zob. Tamże, s. 129.
[14] Tamże.
[15] Tamże, s. 129-130.
[16] zob. T. A. Pruszak, Ziemiańskie święta i zabawy. Tradycje karnawałowe, ślubne, dożynkowe i inne, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2012, s. 202.
[17] zob. Tamże.
[18] Tamże, s. 203.
[19] Zob. Tamże.
[20] zob. Tamże.
[21] zob. Tamże, s. 204.
[22] Tamże.
[23] Tamże, s. 205.
[24] Tamże.
[25] Tamże, s. 206.
[26] Tamże, s. 209.
[27] zob. Tamże, s. 210.
[28] Tamże, s. 213.
[29] Tamże, s. 213-214.
[30] zob. Tamże, 214.
[31] zob. Tamże, s. 215-216.


Bibliografia.

1. Aries Philippe, Historia dzieciństwa. Dziecko i rodzina w dawnych czasach, Wydawnictwo Marabut, Gdańsk 1995.
2. Nowina-Sroczyńska Ewa, Przeźroczyste ramiona ojca (fragmenty etnologiczne), [w:] Łódzkie Studia Etnograficzne, t. XXX, Jadwiga Kucharska (red.), Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa-Łódź 1991.
3. Pruszak Tomasz Adam, Ziemiańskie święta i zabawy. Tradycje karnawałowe, ślubne, dożynkowe i inne, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2012.


Źródła fotografii.

 Pruszak Tomasz Adam, Ziemiańskie święta i zabawy. Tradycje karnawałowe, ślubne, dożynkowe i inne, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2012.