niedziela, 26 maja 2019

Galeria starych fotografii dworów Wielkopolski Wschodniej, cz.1.


Lato, wakacje niebawem - a czas ten, jak wiadomo sprzyja podróżom i przygodom (jeśli tylko pogoda - w tym także ducha dopisuje). Z tej też okazji rozpoczynamy  cykl dotyczący archiwalnych zdjęć naszego Regionu. Miejsca prezentowane w tej, jak i kolejnych odsłonach należą zarówno do tych istniejących (do wakacyjnego odwiedzania których, gorąco zachęcamy naszych czytelników), jak i tych, których istnienie niestety odeszło do przeszłości.

Ideą cyklu było stworzenie galerii starych fotografii - brak zatem będzie dokładniejszych opisów dotyczących: dziejów danego miejsca oraz jego poszczególnych właścicieli, a także planów i szczegółowych opisów architektonicznych. W celu uzyskania tych informacji, odsyłać będziemy naszych czytelników bezpośrednio do publikacji, na których się opieraliśmy.

W tym tygodniu nasz wybór padł na: "Złotą księgę ziemiaństwa polskiego", a dokładniej tomu: Wielkopolska. W/w publikacja została wydana w 1929 roku, pod redakcją Stanisława Sas-Lityńskiego. Ideą jej było umieszczenie na kartach tych majątków ziemiańskich, które w tamtym czasie prosperowały najlepiej. Stąd też zabraknie tutaj fotografii wielu ciekawych i ważnych miejsc, dla przytaczanych poniżej powiatów. 
Pozwoliliśmy sobie także na pominięcie majątków wchodzących w skład powiatów: pleszewskiego, oraz ostrowskiego - jako, że pojawią się one w kolejnych odcinkach naszej serii.

Fotografie zostają zamieszczone przez nas na stronie w charakterze pro publico bono.




Białężyce, pow. wrzesiński.



Brudzyń, pow. żniński.


Brzóstków, pow. jarociński.


Chłapowo, pow. średzki.



Czerlejno, pow. średzki.



Gozdanin, pow. mogileński.


Grochowiska Szlacheckie, pow. żniński.



Grylewo, pow. wągrowiecki.



Iwno, pow. średzki.




Laskownica Mała, pow. wągrowiecki.



Łagiewniki, pow. koźmiński.



Marcinkowo, pow. mogileński.



Mystki, pow. średzki.



Obudno, pow. żniński.



Potarzyca, pow. jarociński.



Raszew, pow. jarociński.



Siedlemin, pow. jarociński.



Skoraczew, pow. jarociński.



Stanisławowo, pow. wrzesiński.



Szlachcin, pow. średzki.



Nietrzanowo, pow. średzki.



Targownica, pow. mogileński.



Wyszaków, pow. średzki.



Złotniki, pow. żniński.

niedziela, 19 maja 2019

Rycerze ze skazą i zacni rabusie - różne oblicza rycerzy wielkopolskich, cz. 5: Raubritterzy i rozbójnicy w podaniach ludowych.



Dziś pragniemy zaprezentować naszym czytelnikom fragment książki Wojciecha Łysiaka: „Ludowa wizja przeszłości. Historyzm folkloru Wielkopolski” – a dokładniej wyrywek dotyczący zjawiska raubritterstwa i rozbójnictwa na terenach szeroko rozumianej Wielkopolski. Autorowi zdarza się wybiegać także na tereny Kujaw, które poprzez fakt ich przynależności do Wielkiego Księstwa Poznańskiego, uznawane są za obszary Wielkopolski- to historycznie stanowią osobny region. I o tym należy pamiętać.

Materiał ów ma charakter podsumowujący dotychczas poruszane kwestie, związane z sylwetkami rycerzy-rabusiów (co wcale nie znaczy, że „żegnamy się” na dobre z tym tematem – co to, to nie: w przygotowaniu mamy bardzo ciekawy materiał dotyczący jednego z prezentowanych wcześniej rodów). Skupimy się tutaj na wnioskach w/w autora, związanych z analizą podań związanych z postaciami rozbójników. Będzie to omówienie bardzo ogólne, choć pojawią tam także wzmianki o postaciach, o których już sobie szerzej powiedzieliśmy w poprzednich częściach cyklu.

Przypisami opatrzyliśmy własne komentarze, nawiązujące do poruszanych przez autora kwestii.
Oświadczamy także, iż poniższy fragment książki zostaje zamieszczony przez nas na stronie w charakterze: pro pulico bono.
Życzymy miłej lektury!



Ilustracja przedstawiająca legendarnego raubrittera Eppeleina von Gaillingen, uciekającego z zamku Nuremberg.


Podania o rycerzach-rozbójnikach bandach rozbójniczych i  grupach zwykłych przestępców cieszyły się w Wielkopolsce znaczną popularnością.
            Najgłębiej w przeszłość sięgały podania o tzw. Raubritterach, czyli szlachcie trudniącej się między innymi rozbojem. Ludowa wiedza o tych ludziach sprowadzała się zwykle do opisu zbrodni, jakich się dopuszczali, za punkt opowieści biorąc zwykle ruiny zamku lub inne materiale ślady z nimi związane. Oto w Bydgoszczy pamiętano, iż w odległej przeszłości tutejszy zamek należał do rycerza rozbójnika. „Był to szlachcic o ponurym usposobieniu, któremu zadowolenie sprawiało nie tylko przelewanie krwi. Na skutek zbójeckich wypraw obawiano się go w całej okolicy…”. Podobno wyprawy podejmował aż nad Wisłę, gdzie łupił statki kupieckie. Raubriterem miał być także właściciel Pszczewa i Koźmina, gdzie później o rozbójnicze napady posądzano także księcia Sapiehę. Także jeden z braci Grzymułtowskich z Nowego Miasta trudnił się rozbojem wzniósłszy sobie uprzednio warowny zamek. Okrutnym raubritterem był także hrabia mieszkający w pobliżu góry Jana pod Czarnkowem oraz właściciel Jurkowa koło Kościana, który „czaił się szczególnie na przejeżdżające wozy kupieckie, plądrował je, a kupców wrzucał do zamkowego lochu”. W lokalnych tradycjach zachowało się wspomnienie napadu tych ludzi na duchownych, którzy w obliczu śmierci proszą Boga, by napastnicy zostali zamienieni w piasek i na bogatą hrabiankę w Mosinie, a przekaz o tym zdarzeniu jakże  przypomina ten o zalotach szwedzkiego oficera. W pobliżu Gniezna opowiadano, że gdy rycerz rozbójnik starający się o rękę hrabianki został przez dziewczynę odurzony, porwał ją i zepchnął z zamkowej wieży, a w miejscu gdzie dziewczyna upadła trysnęło źródło.
            Podobnie było ze zwykłymi rozbójnikami, a raczej pospolitymi rabusiami i mordercami, chociaż jak twierdził Valentin Szweda lud wielkopolski „wyobraża ich sobie jako postacie bohaterskie”. Podania o rozbójnikach były tu bardzo popularne Wojciech Szulczewski zauważał, ż wszędzie tam, gdzie dawniej „było więcej lasów i bagien, przebywali rozbójnicy, a ich nazwiska jeszcze dzisiaj żyją wśród ludu”. Pamięć ludowa przechowała wiele nazwisk tych ludzi. Oto w okolicach Ślesina grasować miał podobno rozbójnik Gaczyński[1], a we Włóknie koło Obornik rozbójnictwem trudnił się ród Gapów. W Odolanowie był to niejaki Bartosz, a na pograniczu wielkopolsko-śląskim grasował Śpik. W latach czterdziestych XIX wieku w okolicach Murowanej Gośliny grasował rozbójnik Zagacz. Równie niebezpieczną postacią był Pass pod Pobiedziskami. W okolicach Strzelna znany był Kucok, a na całych Kujawach Libera, Spochacz, Głyda i legendarny Madaj.



Rycerze-rabusie podczas ataku na transport towarowy w średniowieczu.


            W opinii ludu byli to „specjaliści od rozboju”, którzy nie trudnili się żadną inną profesją. Napadali na podóżnych i kupców. We Włościejewkach koło Śremu, Międzychodzie i Zbąszyniu pamiętano o ich napadach na kościoły. Niekiedy wyprawiali się, aby obrabować młyn. Rozvójnik ze Zdziechowa pod Gnieznem podejmował wielkie wyprawy zbójeckie aż do Prus Wschodnich, skąd wracał z bogatym łupem i wieloma jeńcami. Tych składał jako ofiary na pagórku pod wsią. W Kotłowie opowiadano, że tamtejsi rozbójnicy mieli „przez drogę przeciągnięte powrozy, podciągające za dzwonki, gdy kto takowe w przejeździe poruszył, po czym zbójcy wypadali z ukrycia i uderzali na podróżnego”. Tam też według tradycji mieli zorganizować napad na króla Augusta III. Jedyne pozytywne wspomnienie pozostawił po sobie przywódca rozbójników Śpik, który „napadał na bogatych, ludzi biednych często zaś wspierał, za co mu się odwdzięczyli, ukrywając go przed okiem władz”. W ludowej tradycji funkcjonowali często jako mordercy, którzy swoje ofiary poddawali okrutnym torturom. Równie zła sławą cieszył się Spochacz. W Żółczu koło Czerniejewa opowiadano, że banda rozbójników napadała na dwór okrutnego pana i go zamordowała. W niektórych miejscowościach (Bogdaj koło Odolanowa, Falmierowo koło Wyrzyska) wspominano o rodzinach chłopskich, które prowadziły rozbójniczy żywot. Treści o rozbójnictwie jakie zachowały się w folklorze znane są też z szeregu innych miejscowości (Sowiniec koło Mosiny, Łomnica koło Zbąszynia, Bielsko koło Międzychodu, „Służewo koło Strzelna, Gościeszyn koło Żnina, Kępno, Poznań, Mieszkowo koło Jarocina, Siedlec koło Środy, Wełna koło Obornik, Janowiec Wlkp., Podlesie koło Wągrowca, Radlin koło Czarnkowa).
            Popularnym tematem opowiadań były rozbójnicze zamki i tajemne kryjówki połączone niekiedy z okolicą podziemnymi korytarzami. Wdzięcznym tematem ludowych podań o rozbójnikach były skarby przez nich ukryte.  Snuto niezliczone wersje ich znalezienia, a niekiedy przeznaczania na zbożne cele.



Rycerze rozbójnicy w akcji, raz jeszcze...


            Ważnym elementem opowiadań o rozbójnikach było przekonanie o ich magicznych zdolnościach i możliwościach. Częste ucieczki pojmanych złoczyńców stawały się przedmiotem różnych irracjonalnych spekulacji. Najwięcej takich treści obrosło wokół postaci kujawskiego Głydy. Ten „przy pomocy ziółka regularnie otwierał więzienne drzwi i uciekał”. Twierdzono, że Głyda  „był mistrzem w otwieraniu zamków. Jego kajdany pękały, gdy przytrzymywał je ręką, co zawsze pomagało mu w ucieczce z więzienia. Ludzie opowiadali, że podczas włamań miał przy sobie trzy rzeczy: Żółwie ziółko, które miało zdolność otwierania wszystkich zamków, rozluźniania wszystkich kajdanów. Pozwolił, by wrosło mu w otwartą dłoń, dlatego żaden zamek nie był przed nim bezpieczny; kwiat paproci, który zdobyć można dwunastej godzinie w noc świętojańską kwitnący tak długo jak dzwony kościelne obwieszczają tę godzinę. Potem opada. Szczęśliwemu znalazcy kwiat wskazuje wszystko to, co zostało ukryte; świecę złodziejską, którą rozbójnicy i złodzieje w ten sposób pozyskują, że zabijają ciężarną kobietę. Potem biorą jedną nogę płodu, a ponieważ nie świeciło jeszcze na nią żadne światło, noga służy nowemu właścicielowi i tylko jemu, jako latarnia”. Równie interesujące były opisy otrzymywania żółwiego ziółka. Twierdzono, że w tym celu należało poszukać gniazda żółwiego, ogrodzić je patyczkami dookoła, by żółw nie mógł wyjść. Ten jednak „umiał sobie poradzić. Po jakiejś chwili przyniósł  w pyszczku roślinę, którą dotykał te małe pniaczki, a one wyskakiwały w powietrze”.  Owa roślinka była tzw. „żółwim ziółkiem”. Takie ziółko wrośnięte w dłoń posiadał także Kucok z okolic Strzelna. Niezwykłe zdolności magiczne przypisywano także rozbójnikowi Passowi pod Pobiedzisk. Zagacz natomiast wszedł do demonologii ludowej. Między Poznaniem, Murowaną Gośliną a Skokami[2] uznawany był w końcu XIX wieku za ducha polnego, stąd też wzięło się popularne tu powiedzenie przestrzegające dzieci przed oddalaniem się od zagrody: „Nie chodź w żyto, bo cię Zagacz schwyto!”.




Kolejne pokolenie rabusiów.
 

            Częstym elementem opowiadań o  rozbójnikach były poszukiwania ich przez policję, żandarmerię, wojsko oraz okoliczności śmierci. Opowiadano zatem tym, w jaki sposób pojmano niebezpiecznych rozbójników, pod Rogoźna i kujawskiego Spochocza. W jednym z przekazów na ten temat twierdzono, iż kiedyś Spochocz upił się w lesie wódką obrabowanego i związanego przedtem młodzieńca. „Wtedy chłopiec rozwiązał swoje więzy, związał nimi rozbójnika, wrzucił go na swoją taczkę i pojechał do miasta. Po drodze jednak rozbójnik wytrzeźwiał i usiłował się uwolnić.  Wtedy ze strachu szewczyk wziął swój nóż i wydłubał rozbójnikowi oczy, Rozbójnik zemdlał z wielkiego bólu i tak chłopcu udało się szczęśliwie dojechać do miasta. Tutaj skazano rozbójnika na śmierć. Jednak przed swoim końcem chciał porozmawiać jeszcze z chłopcem i tę prośbę spełniono. Gdy przyprowadzono chłopca, wtedy wyciągnął rękę i jednym chwytem zgniótł chłopcu czaszkę, taki był silny. Chłopak padł martwy”. Rozbójnik Głyda, regularnie otwierający drzwi wszystkich więzień, po schwytaniu został „zamurowany w celi. A była tak wąska, że mógł tam tylko stać. Do tego z góry bez przerwy kapała woda. W ten sposób został zadręczony na śmierć”. Na ogół jednak wspominano, iż pojmani rozbójnicy traceni byli na szubienicy (Sowiniec koło Mosiny, Łomnica koło Zbąszynia, Przybychowo koło Obornik, Kościelne Podlesie koło Wągrowca, Połajewo). Rozbójnicy przyłapani na próbie napadu na Augusta III „swoją swawolę przypłacili życiem. Wszyscy poszli do wieży, w której znajdowały się jadowite węże i dzikie zwierzęta czekające na skazanych przestępców”.
Wspomnieć tu także należy, że Madaj zaprzestał rozboju wskutek perswazji duchownego, który roztoczył przed im wizję mąk piekielnych, jakie niechybnie go czekają, jeśli kontynuował będzie dotychczasowe życie”.


Źródło: Wojciech Łysiak „Ludowa wizja przeszłości. Historyzm folkloru Wielkopolski”, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 1992, s. 94-99.


Przypisy.

[1] Możliwe, że W. Łysiak, bądź autor źródła na które ten się powołał przekręcił owo nazwisko, gdyż zazwyczaj  źródła wspominają je jako Garczyński (m.in. takaż wersja zapisu nazwiska widnieje u Kolberga) – stąd też wziął się przydomek owego raubrittera „Garca”.
[2] Wzmianki na temat Zagacza pochodzą także z okolic Rogoźna,o czym wspominaliśmy w  innym miejscu na naszej stronie: https://regionwielkopolskawsch.blogspot.com/2017/06/style-definitions-table.html
Sam Wojciech Łysiak wzmiankował o nim w innej swej publikacji: „W kręgu wielkopolskich demonów i przekonań niedemonicznych” – wspominając Zagacza właśnie w charakterze nadnaturalnej istoty polnej, z okolic wyżej opisanego zasięgu.
Ciekawym jest fakt, iż w wielu miejscach wierzono w istoty polne, nieprzychylne człowiekowi, które porywać mogą dzieci. Pytanie zatem, czy postać Zagacza wzorowana na rozbójniku zastąpiła wcześniejsze wierzenia (co wiele prawdopodobne – mielibyśmy tutaj do czynienia z wypieraniem starych wątków podaniowych poprzez nowe, aktualniejsze dla ówczesnej społeczności), czy też opowieści o tej istocie miały pojawić się pod wpływem opowieści o owej postaci.


Spis i źródła ilustracji.

1.      Ilustracja przedstawiająca legendarnego raubrittera Eppeleina von Gaillingen, uciekającego z zamku Nuremberg:
2.      Rycerze-rabusie podczas ataku na transport towarowy w średniowieczu.
3.      Rycerze rozbójnicy w akcji raz jeszcze…
4.      Kolejne pokolenie rabusiów:


niedziela, 12 maja 2019

Uzupełnienie do obrzędowości: notatki z Kolberga i nie tylko, cz. 2.



W tym tygodniu prezentujemy dalszy ciąg materiałów zaczerpniętych z zapisków O. Kolberga, oraz pionierek archeologii i etnografii Wielkopolski: Jadwigi Szeptyckiej z Szembeków, oraz Zofii Szembekówny  (biografie obydwu sióstr, a także ich matki zostały przedstawione w naszym cyklu "Damy wielkopolski Wschodniej"). Poprzednio przedstawiliśmy materiały odnoszące się do roku obrzędowego na wsi naszego Regionu, w ówczesnych w/w autorom czasach. Dziś skupimy się na obrzędowości rodzinnej.


.


Narodziny - chrzest.



Powitanie nowego członka społeczności zawsze było dużym wydarzeniem. Tu: "U Todorsa", ilustracja autorstwa M.E. Andriolliego.


            Podobnie jak ma to miejsce w dzisiejszych czasach: nowo narodzone dziecko, witane było na tym świecie podarkami, które otrzymywać miało od najbliższych krewnych. O tym, jak to się odbywało świadczy przykład z Dębicza: kum daje babce (akuszerce) kilka trojaków, dla dziecka zaś talara, wyżej wspomnianego wiąże w róg poduszki, we wstążki niekiedy ustrojonej. Gdy dziecko urośnie od dwóch lat, to krzaśna (chrzestna) uszyje mu i da koszulę, sukienkę perkalikową i czapeczkę pstrą na główkę[1].
            Inne praktyki związane z wtajemniczeniem dziecka do społeczności lokalnej, pochodzą z okolic m. in. Czeszewa. Gdy wybierano się na chrzest oseska, odgrywano następującą scenkę: kum niby „przypadkiem” zabierał opatulonego w poduszkę malucha, lecz przekroczywszy próg domu, jakby zdając sobie sprawę ze swego „roztargnienia”, pytał: „A nie zapomnieliśmy tu czego?”. Wówczas rodzice wypowiadali imię dziecka przystępującego do chrztu, bo o nie tutaj chodziło[2].
Do innych obrzędów, związanych z włączaniem dziecka do społeczności lokalnej zaliczyć należy praktyki z okolic Mrozowa, o których wspominać miał O. Kolberg: kiedy wracają z dzieckiem nowonarodzenem od chrztu św z kościoła do domu, wtenczas, jeżeli dziecko jest chłopcem, rozwiązują prędko w domu jego nóżki  i takowe kładą na stół, ażeby chłopiec ten w przyszłości był dobrym gospodarzem. Jeśli zaś dziecko jest dziewczątkiem, wtedy kładą je z poduszką pod miśnik, na ten cel, żeby nauczyło się dobrze myć statki (naczynia gospodarskie)[3].



Zaloty – ślub – wesele.



 Ryciny przedstawiające nakrycia głowy panien młodych z Siemianic. Od lewej - moda wcześniejsza; z prawej - współcześniejszy czasom J. Szeptyckiej z Szembeków styl nakrycia głowy Młodej.

            Zrękowiny. Zalotnicy przybyli do domu dziewczyny w okolicach Pleszewa i Kotlina, na swoje zapytanie o pannę na wydaniu mogli oczekiwać dwojakiej odpowiedzi. Jeśli dziewczyna była przychylna ich wizycie - odpowiadała wówczas (niejako drocząc się z nimi): „bo ja wiem?”. Gdy była przeciwna propozycji zamążpójścia mówiła wówczas wprost: „jeszcze się żenić nie będę”[4].
            Ciekawym aktem, podkreślającym akceptację kandydata, i zarazem zapowiadającym wspólną przyszłość pary, odnaleźć można w zapiskach dotyczących okolic Targoszyc, i Ochli: przy zaręczynach (śrędziny), rodzice jej [panny] dzielą chleb na dwoje i jedną połowę dają jemu (narzeczonemu), druga zaś jej (narzeczonej) do zjedzenia. Potem podają im kieliszek wódki który on do niej wychyla do połowy, oddając jej resztę, by zeń drugą do niego połowę wypiła[5].
           

Ubiór. W Dębiczu w niedzielę, w którą przypadała uroczystość zaślubin: młoda-panna ubiera się przy pomocy swachen; przyczem, rozpuściwszy jej włosy na ramiona, przypinają jej nagłowie ozdobę czyli koronę złożoną ze (w)stęgów jasnych (błękitnych), zielonych, białych i w ogóle bladych, w duże fałdy czyli pukle (nie zaś w drobne karby) spiętych; a cała głowę obmają zielonością tj. rozmarynem i merdą (myrtem). Spódnik jej bywa zwykle zielony lub niebieski. Swachny zaś w stroju swoim, a osobliwie we wstęgach, mają i czerwoną także barwę, a głowa ich całą w zieleń i kwiaty ubrana, wygląda jak kwieciste rzeszoto[6].
W okolicach Targoszyc i Ochli: ubiór weselny młodej i druhen jest to ubiór świąteczny; prócz tego każda z nich ma na czapce białej (tiulowej, krepowej) wieniec przypięty; jest to prosta gałązka rozmarynu z dwiema wstążkami barwy zielnej, czerwonej, fijałkowem, białej itd. U młodej jednak równie jak i u młodego, brak jest czerwonej barwy[7]. Od zaręczyn aż do końca wesela pan młody na czapce, oraz panna młoda na kapce przypiętą gałązkę rozmarynu na zielonej wstążce. Pod Koźminem w pośrodku małej tiulowej kapki czyli capeczki, zakładają pannie młodej do ślub złota koronę (szychową) mającą dwa cale średnicy i dwa cale wysokości[8].
            We wsi Topola Wielka: młoda-panna różni się tylko tem od inszych panien, iż ma wieniec zielony, li tylko z białemi, albo i niebieskiemi wstążkami na głowie[9].
            W okolicach Sieroszewic młoda ubierała do ślubu: wstążki różnokolorowe (przeważnie zielone) karbowane dość dużymi karbami w trzy rzędy w podłuż nad czołem, a na wierzch całą głowę rozmarynem przyozdobi; zielone wstęgi spadają obok rozpuszczonych włosów na plecy. Trzy owe rzędy powstały z trzech zkarbowanych zielonych wstążek (czasami atoli bywa tylko jedna wstążka, zielona gładka, a pełno rozmarynu). Przodziewa ona nadto fałdzistą suknię zieloną tybetową, a na kibić kładzie koszule stanik pstry (Fijałkowo-, niebiesko, -żóło kratkowany) na stanik zaś granatowy nowy kabat.  Podobnież stroją się i swachny, z tą tylko różnicą, że mogą mieć w ubraniu i wstążkę czerwoną, której to barwy młoda-panna niema, aby jej się gorączka nie przydała. Zawsze też swachny mają na glowie ubranie z trzech wstążek (np. czerwona, błękitna i żółta, lub czerwona, biała i fijałkowa, lub też pstre, nakrapiane, kratkowane itp.), a spód kin błękitny, różowy lub pstry[10].
            Strój drużby z Miłosławia charakteryzował się tym, iż mężczyzna ów zakładał na głowę czapkę z wełny siwego barana ze wstęgami. Podobne siwe czapeczki mieli zakładać drużynnicy pana młodego ze wsi Chwalibogów – z tą różnicą, iż ich nakrycia głowy ozdobione miały być pawimi piórami[11].


Ceremonia zaślubin. W Sieroszewicach przez czas zapowiedzi panna-młoda sama bieli domek z zewnątrz i wewnątrz, pierze swe panieńskie kapeczki, prasuje i oddaje ze szczerym bólem młodszej siostrze[12].
Co zaś się tyczy samych zaślubin, Kolberg przytaczał następujące zwyczaje: po nabożeństwie (którego [młodzi] wysłuchali klęcząc pod, lub w samem prezbiterium), drużba poprowadziwszy  młodego do ołtarza, idzie potem i bierze zamiast młodego swachnę, niby to myląc się, lecz ta mu się wydziera; bierze następnie i drugą swachnę, która również umyka; wreszcie pannę młodą, i poprowadzą do boku młodego. Swachna jednak pierwsza, w duszy się o tą omyłkę nie gniewa; jest ona bowiem przepowiednią, że teraz na nią przypadnie kolej zameżcia[13].
Jadwiga z Szembeków Szeptycka w swej pracy poświęconej m. in. zwyczajom rodzimych Siemianowic, odnotowała iż: w trakcie ślubu kładziono tam na głowy parze młodej wieńce mirtowe z białymi wstążeczkami. Dokładniej: nakładał je ksiądz, a zdejmowali druh i druhna. Co więcej: przeddzień uroczystości: panna młoda chodziła po wsi, zaglądała również do dworu, tym samym częstując napotkanych tam ludzi ciastem ozdobionym migdałami i rodzynkami – w ten sposób zbierała ona pieniądze na własne wesele[14].





Stroje druhów weselnych z opracowanych przez J. Szeptycką materiałów etnograficznych. Rysunki dotyczą wsi (od lewej u góry): Siemianice, Opatów; (u lewej, od lewej): Mianowice, Parczew (starszy i młodszy drużba).

Uczta weselna. W Targoszycach i Ochli: przy kolacyji drużba, który musi przy wszystkim obstać (zarządzać), nosi wszystkie strawy i przy tem różne wygaduje dziwactwa i żartobliwe słówka. I tak: podając rosół, odzywa się: Proszę – na tę rosę; bo to rosa, padała koniowi z nosa. Podając czarną polewkę (czerninę) mówi: Proszę na tę kałużę; bo tej kałuży nie zdużę (podołam); do schabu: na górę nie wlizę, kamienia nie ugryzę. Przy rozdaniu flaków: Proszę na te flaki, z kowalowej waki (suki). Przy jaglanej kaszy: Proszę na te jagły; bo te jagły, to się będą dobrze jadły[15].
Na tych też obszarach ciastem (plackiem) podawanym w trakcie uczty weselnej były: u bogatszych gospodarzy – ciasto pieczone na blasze, kołacz pszenny wielki, z przyprawami korzennymi; u mniej zamożnych kołacz z razowej mąki pszennej. Ponadto: proszeni goście (kobiety, gospodynie) przynoszą na wesele do domu weselnego po jednej gęsi żywej. Po weselu zaś spożywają  gęś (zwykle tę samą) pieczoną, lecz bez pierza, dróbek i krwi (które były użyte dla biesiadników na czerninę)[16].
Pod Krotoszynem, na weselu we wsi Wziąchowie, bywa na objad czernina z gęsi lub wieprzowa, pieczeń wołowa, skopowa i wieprzowa, króliki pieczone cebulką i czosnkiem, placki pszenne (blachy pod te placki, szerokie są na łokieć, długie na półtora łokcia; do placka biorą krokosz podobny do szafranu i bobek tłuczony tj. koszenie czyli ziarnka), jaglana kasza ze śliwkami[17]. Czerninę z gęsi podawano na obiad weselny w wielu częściach regionu, m. in. także w okolicach Środy i Zaniemyśla.
            W okolicach Siemianowic podawano też rosół z białą fasolą, tj.: jedzono rosół, a do niego zajadano fasolę z mięsem[18]. Tam też zanim drużba wniósł rosół, dostawał od kucharek (niby przez przypadek garniec z popiołem). Wnosząc go do izby biesiadnej zwoływał: na ustęp, parachfijanie! – Rozleję, poleję, wyleję; rosół na ziemi, a mięso w kieszeni[19]. Powiedziawszy to z hukiem rozbijał ów garnek o ziemię.  
            Tymczasem w okolicach Gniezna i Trzemeszna w po weselny poniedziałek, zgodnie z przyjętą tradycją podawana miała być polewka piwna[20].

            Podczas oczepin w Targoszycach, z panną młodą tańczyły kobiety zamężne-gospodynie. Tymczasem drużba biegając za nią ją „czepi” – piórem czyli gęsiem skrzydłem tj. ponad jej głową zamiata żartem z niej niby czepek, trzymając w drugiej ręce światło. Tak się nazywa zrobiona przez druhnę starszą Świercza, czyli wierzchołek ścięty ze Sośni, mający 4,5,6, do 10 odnóg czy gałązek, a na wierzchu każdej odnogi przywiązana jest świeczka. Zamiast tej gałązki z odnogami, trzyma drużba po niektórych wsiach jarmuż albo badyl z kapusty, na który kilka (zwykle sześć) świeczek nawtykają. Nabiegawszy się z ową gałązką (którą już miał zapaloną w komorze przy oczepinach), rzuci on ją potem, ćpi byle gdzie (mianowicie gdy się świeczki wypalą), częstokroć na podwórze, gdzie ją ludzie podepną (depcą)[21].
            Tymczasem w Sieroszewicach, podczas tańca poprzedzającego oczepiny panna młoda zaczynała utykać, kuleć. Wówczas zabierano ją do izby, gdzie poddawana zostawała omawianemu rytuałowi inicjacyjnemu, po którym przystępując do tańca, poruszała się poprawnie. Drużba sugerował wówczas swoją wypowiedzią, iż panna młoda została przez niego „naprawiona” poprzez ryt oczepin.
            Podobnie było w Karsewie w pow. gnieźnieńskim, gdzie młoda przystępując do tańca, zwykła utykać na jedną nogę, aż do chwili młody nie zwrócił się do niej słowami: „Chodź tu żono!”[22].W okolicach Gniezna obowiązywał także obyczaj zgodnie z którym z chwilą gdy młoda udawała się do komory, gdzie miały odbyć się jej oczepiny - podbiegali młodzieńcy i zabierali jej jeden z bucików, który potem powinna była wykupić od nich gorzałką[23].
            Dość nietypowy fakt uobecniał się  w obrzędowości weselnej w Czeszewie, gdzie „dla żartów” urządzano także „oczepiny pana młodego”. Kolberg opisywał to następująco: kładą mu stary kaptur (skórzaną czapkę z futrem) przewrócony na głowę i w pas go przewiązując długiem powrósłem, które się za nim wlecze i które mu baby zapalają przez psotę, gdy mężczyźni z nim tańczą „ przodka”[24].
W Pigłowicach, Dębiczu w trakcie wesela znany był zwyczaj targowanie się o żonę, wymieniając przy tym jej wady i zalety. Panu młodemu powierzano także zadanie, polegające na poprawnym odgadnięciu: która z przebranych (osłoniętych prześcieradłem kobiet), jest jego żoną – zabawa ta jednak była dość powszechnie znana na obszarze całego regionu.
W Siemianicach zabawę ten zapowiadał rytualny taniec i śpiew „ze świeczkami”, mający miejsce tuż przed oczepinami. Wzmiankę o nim odnajdujemy w „Dalszych Przyczynkach…” autorstwa Zofii Szembekówny. Co więcej zwyczaj ten - jak wiemy, był obecny na weselu jej siostry Jadwigi Szeptyckiej[25].
W Mikstacie do zabaw weselnych należał także zwyczaj, zgodnie z którym kobiety wchodząc do izby z brzytwami, miały przystępować do golenia mężczyzn – a oni powinni byli wówczas wykupywać się flaszkami[26].
O rozrywkach weselnych w Samostrzelu i Mrozowie, O. Kolberg pisywał następująco: częstują gości miodem i winem. Po oczepieniu i odejściu panny-młodej, szwachny i inne dziewczęta ubiegają się o to, która pierwsza z ich usiądzie na stołku z którego  panna-młoda wstała, wyciągając z tego wróżbę rychłego i pomyślnego za-mąż-pójścia[27].


Śmierć i pogrzeb.


 Hans Grien Baldung -Trzy pory życia i śmierć.



            W okolicach Czeszewa, gdy ksiądz po udzieleniu ostatniego namaszczenia opuszczał chorego, wkładano temu drugiemu do dłoni gromnicę. Ustawiano także po jednej z tych świec, w każdym z czterech kątów izby – aby: „odegnać czarta”[28].
            Spoczywające w trumnie ciało dziewczyny lub kawalera nieśli przyjaciele, których ci mieli za życia. Trumnę z panną - nieśli chłopcy, zaś kawalera - dziewczęta. Ponadto: przed niemi niesie czworo dziewek na chustce jedwabnej (na której biała jest położona), za każdy róg ją trzymając, koronę czyli wieniec dziewiczy lub kawalerski (jest to girlanda zwinięta w koło z kwiatków robionych, z wiszącą u niego białą lub niebieską wstążką, który kupują za dwa złote), i wieniec ten w kościele zawieszają na ścianie blisko ołtarza lub ambony[29].
Wg Jadwigi Szeptyckiej, w Siemianicach panował podobny obyczaj, bowiem gdy: umierał chłopiec - to jego trumnę niosły na cmentarz cztery dziewczynki w białych, komunijnych sukienkach komunijnych; a gdy dziewczynka – jej ciałko było niesione przez czterech, odświętnie ubranych chłopców. Ponadto trumny dzieci są zawsze zdobiono wieńcami z białymi kwiatami[30].



 Hans Grien Baldung - Śmierć i i dziewczyna.


W Trzemesznie dziewczęta chowano w fartuszkach – „aby miały w czym kwiatuszki dla Matki Boskiej nosić”[31]. 
Warto tutaj przytoczyć dość ciekawy przykład praktyk, odnotowanych przez Zofię Szembekównę, pochodzący z okolic wymienionego tutaj Trzemeszna. Mianowicie wierzono, iż gdy wypadają zęby powinno się je wrzucić w szczelinę spróchniałego drzewa - by ich po śmierci nie musieć długo szukać[32].
Co ciekawe, w kulturze ludowej przywiązywano sporą wagę nie tylko do zębów, ale i paznokci - wierzono, że należy je przechowywać, a następnie wkładać zmarłemu do trumny, aby mógł się wspinać na lodową/szklaną górę (motyw występujący także na obszarze Wielkopolski). Kolejnym „artefaktem” miały być także i włosy – wątek ten dokładniej omówiliśmy w artykule poświęconym omawianiu roli ziemiańskich dzieci w chrześcijańskich rytuałach. Tutaj przypomnijmy jedynie, że w kulturze słowiańskiej: pieczołowicie przechowywano  kosmyki obcięte małym dzieciom – najczęściej składano je pod progiem domu, bądź w kącie izby – istotnym było jednak to, aby dziecko, nawet najmniejsze miało świadomość ich przechowywania, by móc wrócić po nie nawet w razie własnej śmierci. Działo się tak dlatego, że włosy, paznokcie i zęby postrzegane były postrzegane w kulturze jako siła życiowa  - szerzej pisywaliśmy o tym w artykule poświęconym ciału ludzkiemu, w serii dotyczącej medycyny ludowej.
Pozostając przy omawianiu praktyk magicznych, związanych z ciałem zmarłego powróćmy na chwilę jeszcze do Czeszewa, gdzie: jeżeli komuś z rodziny umarłego coś skradziono np. płótno, sukno, naczynie, lub inny jaki przedmiot domowego użytku, natenczas kładą umarłemu w trumnę taki sam przedmiot, jaki zaginał lub onego kawałek, w przekonaniu, że w miarę jak rzecz ta w grobie złożona przechodzić będzie w zepsucie, złodziej wówczas schnąc z wolna zacznie i w końcu umrze[33].





 Śmierć, faun i dziewczyna - obraz ze zbiorów Muzeum Miasta Łodzi, Pałac Poznańskiego.


[1] O. Kolberg, Dzieła Wszystkie: Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. 2, t. X, Wrocław-Poznań, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze 1963, s. 167.
[2] Tegoż, Dzieła Wszystkie: Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. 3, t. XI, Wrocław-Poznań, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze 1963, s. 163.
[3] Tamże, s. 162.
[4] Tegoż, Dzieła wszystkie…, t. X, s. 269
[5] Tegoż, Dzieła wszystkie…, t. X, 237.
[6] Tegoż, Dzieła Wszystkie: Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. 1, t. IX, Wrocław-Poznań, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze 1963, s. 227.
[7] Tegoż, Dzieła wszystkie…, t. X, s. 241.
[8] Tamże, s. 241-242 (przypisy).
[9] Tamże, s. 252.
[10] Tamże, s. 271-271.
[11] Tamże, s. 325.
[12] Tegoż, Dzieła wszystkie…, t. X, s. 256.
[13] Tegoż, Dzieła wszystkie…, t. IX, s. 233.
[14] Zob. J. Szeptycka z Szembeków, Przyczynki do etnografii Wielkopolski, [w:] „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne”, t. VIII, 1906.
[15] O. Kolberg, Dzieła wszystkie…, t. X, s. 244.
[16] Tamże, s. 243 (przypisy).
[17] Tamże.
[18] Zob. Tamże, t. X, s. 277.
[19] Tamże.
[20] Tegoż, Dzieła wszystkie…, t. XI, s. 62.
[21] Tegoż, Tegoż, Dzieła wszystkie…, t. X, s. 249.
[22] Zob. Tegoż, Dzieła wszystkie…, t. XI, s. 96.
[23] Zob. Tamże.
[24] Tegoż, Dzieła wszystkie…, t. XI, s. 185.
[25] Zob. Z. Szembekówna, Dalsze Przyczynki do etnografii Wielkopolski, [w:] „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne”, t. XII, 1912.
[26] O. Kolberg, Dzieła wszystkie…, t. X, s. 319.
[27] Tegoż, Dzieła wszystkie…, t. XI, s. 203.
[28] Zob. Tamże, s. 162.
[29] Tamże, s. 163.
[30] Zob. J. Szeptycka z Szembeków, dz. cyt.
[31]Zob. Tamże
[32] Zob. Z. Szembekówna, dz. cyt.
[33] Tamże, s. 165



Bibliografia.

1.      Kolberg Oskar, Dzieła Wszystkie: Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. 1, t. IX, Wrocław-Poznań, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, 1963.
2.      Kolberg Oskar, Dzieła Wszystkie: Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. 2, t. X, Wrocław-Poznań, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, 1963.
3.      Kolberg Oskar, Dzieła Wszystkie: Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. 3, t. XI, Wrocław-Poznań, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, 1963.
4.      Szembekówna Zofia, Dalsze Przyczynki do etnografii Wielkopolski, [w:] „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne”, t. XII, 1912.
5.      Szeptycka z Szembeków Jadwiga, Przyczynki do etnografii Wielkopolski, [w:] „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne”, t. VIII, 1906.


Spis i źródła ilustracji.

1.      Narodziny – tu: „ U Todrosa”, ilustracja M. E. Andriolli:
2.      Nakrycia głowy  panien młodych z Siemianic:
Jadwiga Szeptycka z Szembeków, Przyczynki do etnografii Wielkopolski, [w:] „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne”, t. VIII, 1906.
3.      Stroje druhów weselnych:
Tamże.
4.      Hans Grien Baldung – Trzy pory życia i śmierć
5.      Hans Grien Baldung – Dziewczyna i śmierć:
Obraz ze zbiorów Muzeum Miasta Łodzi, Pałac Poznańskiego. Fotografia autorki.