niedziela, 29 lipca 2018

Rodzina Schloesserów i pałac w Brzezinach we wspomnieniach dawnych pracowników.




Dziś w ramach naszej wakacyjnej akcji „ocalić od zapomnienia” prezentujemy naszym czytelnikom, artykuł autorstwa Mateusza Halaka, w oryginalnie opublikowany w dwóch numerach „Życia Kalisza” z 2018, pt. „Za dziedzica”. Wybrane fragmenty materiału prezentowane na naszej stronie, są zamieszone wyłącznie w charakterze pro publico bono – dla dobra ogólnego,  w celach poznawczych i edukacyjnych. Celem ich jest zapoznanie czytelników ze wspomnieniami osób (z którymi udało się skontaktować autorowi), których pamięć przedstawia obraz ziemiaństwa na Ziemi Kaliskiej – a dokładniej życie codzienne w pałacu Schloesserów w Brzezinach.





Reminiscencje brzezińskiego pałacu.


            Dziś trudno dotrzeć do materiałów obrazowych (mowa tutaj o fotografiach, oraz innych ilustracjach), przedstawiających jak ów posiadłość się prezentowała, powołajmy się zatem na opis zawarty w materiale źródłowym, na który będziemy się tutaj powoływać – zgromadzonym i opracowanym przez M. Halaka:

Był to dwór na planie litery „L” zwrócony stroną sypialnianą na staw, porośnięty bujną zieloną trawą. Był przed dworem kwietny klomb i dalej nieco schowany kierat, do którego zaprzęgano parę najsilniejszych koni. Dwór zamieszkiwała rodzina Schloesserów posiadająca od lat 80 XIX wieku także Opatówek, Winiary, Józefów, także Zajączki i wiele mniejszych wsi oraz osad w okolicy. Obraz tamtej, patrzącej na nas –patrzących przez pryzmat filmów i książek, rzeczywistości w Polsce przedwojennej , nie był tak sielankowy i łatwy, jak nam się zdaje. Najwięcej prawdy z domieszką dziegciu mówią o przedwojennej wsi Ci, którzy ją pamiętają z lat dziecięcych.

            „Na wejściu do pałacu otwierały się szeroko schody zaopatrzone w tynkowaną balustradę (…). Do wnętrza dostawać się mogło swobodnie dużo światła dziennego przez cztery duże okna charakterystycznie dzielone na wiele kwater i drzwi wejściowe dodatkowo zaopatrzone w kolorowe szkło. Dzięki temu dziedziczka z powodzeniem mogła w okresie zimy gromadzić  i hodować tutaj swoje ulubione fiołki alpejskie. Latem cała weranda pachniała cytrynami, pomarańczami. Nierzadko udawało się też dziedziczce wychować cudowne kwiaty kaktusów; widać je było za szybami, nawet sprzed bramy obejścia pałacowego. Latem za podlewanie prezentowanych  w werandzie oraz tych najpiękniejszych  - wystawianych przed pałacem donic z egzotycznymi roślinami, dostawaliśmy od razu z ręki dziedzica  trochę orzechów” [1] – wspominał jeden z informatorów autora.

            Do majątku służba oraz transporty dostawały się  na teren przy  pałacu pobocznym wyjazdem, zlokalizowanym przy północno-wschodnim brzegu stawu. Teren wokół rezydencji wysadzano  wieloma gatunkami świerków, sosen, a także pojedynczymi egzemplarzami daglezji, jodły, robinii, cisu, żywotnika i morwy [2]. Dopełnienie tegoż opisu stanowią także następujące wspomnienia, osoby która pracowała w majątku jako dziecko:

             Chętnie pomagaliśmy przy utrzymaniu porządku przed rezydencją. To była wizytówka całej wsi, tutaj też pracowali nasi rodzice i jeśli my się staraliśmy, to rodzice na koniec miesiąca otrzymywali większą pensję od zarządcy majątku. Dziedzic, widząc jak robimy trawnik, pielimy klomby, czy zamiatamy piasek, często włączał nam radio z polskimi piosenkami i czasem częstował owocami w czekoladzie” [3].

Malowany wspomnieniami, portret rodziny Schloesserów.

           
Praca nieletnich w majątku brzezińskim była urzeczywistnieniem poglądem Ernsta i Sophie Schloesserów o stawaniu się lepszym człowiekiem przez pracę organiczną. Tak też były wychowywane dwie córki właścicieli majątku – Dagmar oraz Ragna, których nie przyzwyczajono do wygód i posługiwania się służbą dworską. Obie sumiennie, bez pretensji pracowały u rodziców, którzy wymagali od nich tyle samo, co od zatrudnionych rodzin chłopskich. Dzieci wstawały o tej samej porze, co rodzice, a więc o 5 rano, nawet ci przed 10  rokiem życia. Pracy nigdy nie brakowało i przychodziło się do domu na dwukwadransowe przerwy – śniadaniową i obiadową.

            Pracowaliśmy codziennie do godzin wieczornych. Dostawaliśmy połowę pensji dorosłych, a fakt pracy wszystkich domowników skutkował podarunkami z rąk zarządcy majątku. Rodzice otrzymywali często dodatkowo fasolę, kaszę, pszenicę, oraz dwa litry mleka. Pewnego razu do ogrodu podczas naszej pracy przyszła dziedziczka z posnutymi pończochami, z których zaczęliśmy żartować. Uwagę Pani zwróciła mama, której dziedziczka w języku polskim odpowiedziała: I tak wiadomo kim jestem”[4].

Aby podkreślić charakter osoby dziedziczki, pozwólmy sobie na przytoczenie jeszcze jednego wspomnienia, dotyczącego innego zdarzenia:

(…) ile jagód się nazrywało z jagodziwia, tyle razy nas dziedziczka karała” [5].


            Dziedziczka miała całkowicie inne usposobienie od swojego męża. Pochodzącą z Kalisza Zofia ze Schnerrów Schloesserowa słynęła nie tylko z ciętego języka, ale też z wielkiego poświęcenia na rzecz majątku. Pracowała fizycznie od rana do obiadu, wymagając od siebie tyle samo, co od swoich pracowników. Dziedzic był raczej typem „książkowego pana” , czuwającego nad swoim dobytkiem, rozkładającego i przydzielającego pracę  w uprzejmy i serdeczny przy tym sposób. Nie stronił od długich rozmów z pracownikami. Chętnie też w dodatkowy sposób wynagradzał za trud na rzecz majątku [6].

„Rokrocznie na święta odkrywaliśmy inne, przy tym ciepłe i serdeczne oblicze dziedziców, którzy przy okazji wieczoru poprzedzającego  Wigilię zapraszali do pałacu, chcąc uhonorować za wkład pracy, włożony w istnienie folwarku. Prócz spożywczych produktów, najczęściej ofiarowano materiał na ubrania” [7].

Pracownicy mogli skorzystać z pożyczek,  których dziedzic nie odmawiał. Znany był z tego, iż przy  kolejnych wypłatach pieniężnych pytał się dłużnika, czy od sumy mu należnej odciągnąć całość pożyczki, czy tylko  jej część [8].

            Różnice w charakterze miały się uwidaczniać także między obydwiema siostrami Schloesser’ównami:
Pierworodna córka Ernesta i Sophie – Dagmar urodzona 17 lutego 1910, roku została od razu pieszczotliwie przezwana „Puzie”; polska wymowa „Puca”. Określenie to zostało chętnie zaadaptowane przez mieszkańców Brzezin, tkwiąc w ich świadomości po dzień dzisiejszy. Oczywiście dorośli mieli obowiązek  zwracać się do córki „Jaśnie panienka”, i to bez wyjątku, w jakim wieku znajdowała się Dagmara. „Nie pamiętać” o etykiecie mogło tylko kuzynostwo z Opatówka czy Winiar, a także rówieśnicy z majątku rodziców.         
Starsza i młodsza z sióstr różniły się charakter i inaczej zapatrywano się na ich przyszłość. Starsza zawsze ciepło podchodziła do pracowników, z którymi przepadała rozmawiać, a nawet ich wysłuchać. Szybko nawiązywała przyjaźnie, inaczej niż Ragna, której zasadniczość  bywała czasem odpychająca.

„Dla niej przeznaczone było zajęcie jej rodziców, w niej upatrywano przyszłą właścicielkę majątku, nie bez względu na jej charakter. Była wierną kopią swojej matki, słowo trzeba było od niej kupić” [9].


Chwile codzienne i odświętne.


            W zwyczaju właścicieli Brzezin był podwieczorek, rozgraniczający porządek dnia. Codziennie o godzinie 16 parze małżonków i ich córkom podawano zsiadłe mleko w porcelanowych kubkach. Rozmawiali przy tym o wrażeniach z dnia, dzieląc ze sobą uwagi  i przeglądając prasę, którą dostarczała poczta.  Codziennie w kuchni wypiekano także rogaliki, których zapach niósł się przez obszerne pomieszczenia pałacu.
            Po podwieczorku dziedzice oddawali się  stałemu elementowi rozrywki, jakim było pisanie listów. Poczta z Brzezin szła do Opatówka, Kalisza, Ozorkowa, Łodzi i Wrocławia; wszędzie gdzie właściciele Brzezin utrzymywali kontakty towarzyskie i zawodowe. Znad biurka w gabinecie z fotografiami w ramkach, kałamarzem, piórami, suszkami, wycieraczkami i teczkami plotły się dym papierosowy z tym od świeczki. Biurko miało szufladki  z papierem listownym, zaopatrzonym w inicjały i adres nadawcy.

            Wieczorami po kolacji, kiedy ruch w pałacu stawał, panienki chętnie wypuszczały z klatki żółwie hodowlane, dokarmiając je mleczem, koszonym zajmowano się także amatorską hodowlą żab słodkowodnych, dla których pokarm pokojówki wraz ze służbą dosłownie łapały. Nakazywano im chwytać muchy i nimi karmić żaby” .

 ***

W Brzezinach, według przekazów byłych pracowników majątku:

„Przyjęcie gości w pałacu było zadaniem sprawdzającym organizację jego właścicieli. W tych dniach dziedziczka wydawała polecenia o wpół do 8 rano, by jak najlepiej przyjąć w swoje progi przybyłych.  Szykowano odpowiednią zastawę (właściwą dla rangi wizytujących pałac), cięto najokazalsze kwiaty z oranżerii, zdobiąc nimi pomieszczenia pierwszego piętra”.

            W kuchni dworskiej znajdował się trójkomorowy zlew, szeroki na całą ścianę w którym zmywano, płukano  i wykładano brudne naczynia. Mimo dużej powierzchni pomieszczenia, podczas obecności sporej ilości osób robiło się tłoczno przez  zlokalizowany pośrodku piec z brązowych kafli z 8 paleniskami (fajerkami). […]

            Wraz z pozostałą służbą  pracującą w pałacu upodobaliśmy sobie  jako miejsce spożywania posiłków stół przy oknie z widokiem na stawy, jednakże można było nam przy nim zasiadać tylko wtedy, kiedy w pałacu nie przebywali jego właściciele. W przeciwnym  razie  przechodziliśmy do małego pokoiku nazywanego „przyrządzalnią”. Pierwszeństwo w korzystaniu z  urokliwego miejsca z widokiem na wielki staw przy pałacu przysługiwało lokajowi. Widywaliśmy nader często krzątającą się po kuchni starszą córkę dziedziców – Dagmarę, której ulubionym przysmakiem był chleb  z masłem i miodem”.

            Do najznamienitszych gości, którzy odwiedzali brzezińską rezydencję, należeli: biskup kaliski Stanisław Zdzitowiecki, czołowi przedstawiciele wojska polskiego, kolejni pastorzy parafii ewangelickiej w Sobiesękach, a także władze powiatu kaliskiego.  Przed zapadnięciem zmroku bardzo chętnie urządzano rejsu łodzią po stawie. Tymczasem inne zbiorniki wodne, należące do Schloesserów – stawy w Chodobie i Fajum, były alternatywą w pozyskiwaniu  środków finansowych z majątku (…).
            W wyławianiu ryb uczestniczyła dziedziczka, która osobiście pilnowała,  by nikt zarówno z pracowników, jak i skupujących nie przywłaszczył sobie, co podkreślała, jej mienia.

            Mimo mrozu i dużej wilgotności każdorazowo nadzorowała nas dziedziczka nie odstępując pracowników na krok. Jej skrupulatność i dokładność były powszechnie znane. Godziliśmy się na to, ale podświadomie tego nie akceptowaliśmy”[10] – podsumowuje jeden ze wspominających.

            Nie inaczej jak w innych dworach ziemiańskich, także i u Schloesserów istotną rolę w życiu towarzyskim odgrywały obiady oraz kolacje, na które spraszano najznamienitszych gości, oraz inne imprezy okolicznościowe takie jak organizowane przez dziedziców: polowania, oraz kuligi. Obraz wydarzeń towarzyszącym jednym z tych wydarzeń przedstawia się następująco:

            „Po jednym z bardziej udanych polowań na dziczyznę, w następstwie którego urządzono kulig północnym traktem w lasach majątku, dziedzic zaplanował ucztę , na którą zaproszeni byli wszyscy myśliwi. Na miejsce, z kuchni dworu kierowca rodziny dziedziców nazwiskiem Stolarek miał przywieźć na przyczepie gorące dania oraz zupę w wielolitrowych, metalowych kotłach, jednak nie dopilnował organizacji zaprzęgu służba folwarku wyprowadziła wóz  o szerokim rozstawie kół, który w połowie drogi, nie mieszcząc się na trakcie, ugrzązł w błocie i osunął się do wypełnionego wodą rowu tak, że całość jedzenia zmarnowano” [11].
             
Jeszcze inną okazją do spędzania wolnego czasu, były rozgrywki w tenisa. Nieopodal pałacu znajdował się prywatny kort, z którego chętnie korzystali zarówno ojciec, jak i córki, a także zarządca majątku – pan Strzelecki. Wydarzenie to stawało się kolejną okazją do pracowników folwarku do dorobienia się dodatkowego zarobku – chętnie nagradzano tych, którzy opiekowali się w trakcie gry graczami.
Tak oto pokrótce zapamiętali tamte czasy i świat, pracownicy przedwojennego majątku rodziny Schloesserów.


Przypisy.

[1] Mateusz Halak, Za dziedzica (część 1), „Życie  Kalisza” nr 24, 13 czerwca 2018, s. 28.
[2] Tamże.
[3] Tamże.
[4] Tamże.
[5] Tegoż, Za dziedzica (część 2), „Życie  Kalisza” nr 27, 4 lipca 2018, s. 28.
[6]  Tegoż, Za dziedzica (część 1)…
[7] Tegoż, Za dziedzica (część 2)…
[8] Tamże.
[8] Tamże.
[9] Tegoż, Za dziedzica (część 1)…
[10] Tegoż, Za dziedzica (część 2)…
[11] Tamże.


Bibliografia.

1. Halak Mateusz, Za dziedzica (część 1), „Życie  Kalisza” nr 24, 13 czerwca 2018, s. 28.
2. Halak Mateusz, Za dziedzica (część 2), „Życie  Kalisza” nr 27, 4 lipca 2018, s. 28.


Spis i źródła ilustracji.

Jedenaściorag w majątku brzezińskim:
Halak Mateusz, Za dziedzica (część 1), „Życie  Kalisza” nr 24, 13 czerwca 2018, s. 28.


niedziela, 22 lipca 2018

(Nie)znani Mistrzowie Wielkopolski Wschodniej: Paweł Bryliński i Franciszek Nowak.



Na samym początku pragniemy zaznaczyć, iż większość materriałów prezentowanych przez nas, pochodzi z artykułu autorstwa pana Mirosława Pieca pt: "Paweł Bryliński. Mistrz z Masanowa" (nota biograficzna, fotografie, bibliografia źródłowa) - zamieszczonego pod adresem: https://piecufoto.blogspot.com/2014/05/pawe-brylinski-mistrz-z-masanowa.html



Paweł Bryliński.


Paweł Bryliński urodził się w Roku Pańskim 1814, dnia 21 czerwca w Wieruszowie, na pograniczu Małopolski, Śląska i Wielkopolski w rodzinie rzemieślniczej, syn Piotra Brylińskiego i Franciszki Polownej, ochrzczony 24 czerwca  w parafii rzymsko – katolickiej Zesłania Ducha Świętego w Wieruszowie przez misjonarza Ludwika Meyznera.

Jako rzeźbiarz prawdopodobnie był samoukiem, istnieje możliwość że rozwijał swój talent pod okiem wuja, wieruszowskiego snycerza - Piotra Brylińskiego*.  Około roku 1835 Paweł Bryliński wraz z żoną przybył do Wielowsi Klasztornej osiedlając się w drewnianej chatce krytą strzechą z trzema morgami ziemi.  Następnie przeniósł się do niedalekiego Masanowa gdzie zamieszkał na ośmiu morgowym gospodarstwie. W 1837 roku urodził mu się jedyny syn Stanisław,  którego potomstwo do dziś mieszka na ojcowiźnie. Snycerz mało bywał w domu, wiódł życie wędrownego rzeźbiarza, z nadejściem wiosny wybierał się w świat
 przeważnie w Odolanowskie strony, z wózkiem wypełnionym narzędziami, podczas wykonywanej pracy mieszkał najczęściej u fundatora,  za warsztat służyła mu często stodoła lub szopa, a narzędzia to dłuto wykonane z kawałka starej piły lub brzytwy oraz kozik i toporek.
Jako materiał używał głównie belek dębowych, rzadziej sosnowe, taki wielometrowy pień, ociosał i świętymi postaciami ozdabiał według ustalonego szablonu,
przeważnie figury były rzeźbione oddzielnie i przytwierdzane gwoździami do belek, rzadziej rzeźbił bezpośrednio w drzewcu krzyża.  Po zamontowaniu całości otrzymywał za wykonanie jednego krzyża około trzydziestu talarów, po czym ruszał do kolejnej wsi
gdzie w gościnie pozostawiał wdzięczne wspomnienia wśród dzieci bawiących się jeszcze długo cudnymi struganymi ptaszkami, piszczałkami czy zabawkami na kółkach, nierzadko pozostawiając pamiątkową figurkę czy krzyże misternie rzeźbione,
królujące na stole w okresie kolędowym lub pociechą będących umierającym.
Paweł nawet gdy pracował blisko nie zachodził do domu przed całkowitym ukończeniem krzyża, dopiero na jesień wracał z zarobionym grosiwem do domu. Mało pomagał w gospodarstwie domowym, w stodole nie młócił tylko rzeźbił drobne figurki, strugając również skrzypce i kołowrotki oraz inne przedmioty przydatne w gospodarstwie domowym, powiadając te słowa: ,,Boże, Tyś mnie stworzył, ja Cię zrobił, weź cepy i młóć”.

Rzeźbiarz cieszył w południowej Wielkopolsce dużą sławą, dzieło jego dłuta dodawało wsi splendoru, w okolicach Odolanowa i Ołoboku, niemal w każdej wsi znajdował się krzyż lub słup autorstwa Brylińskiego. Jako artysta nieprzeciętny wypracował sobie własny warsztat rzeźbiarski w stylu kompozycji ikonograficznej. Mistrz z Masanowa nigdy nie sygnował swoich dzieł nazwiskiem, zachowując jedynie inskrypcje fundatorów i daty powstania rzeźb,
 które wskazują że najintensywniejszy okres twórczości rzeźbiarza przypada na lata od 1840 do 1885 r., zaznaczając ponad pięćdziesiąt dzieł. W ostatnich latach życia zajmował się struganiem zabawek, drobnych sprzętów, skrzypiec i fujarek.

Rzeźbiarz zmarł 18 kwietnia 1890 roku w Masanowie, został pochowany na cmentarzu przy dawnym kościele parafialnym pod wezwaniem świętego Jana Chrzciciela w Ołoboku [1].


Uzupełnieniem niniejszego tekstu niechaj będzie wywiad przeprowadzony ze znawcami i badaczami twórczości artysty - pochodzących z Ostrowa Wielkopolskiego państwa: Michała i Ewy Chmielewskich.



Prezentowany powyżej materiał filmowy został przez nas przedstawiony w formie wyświetlającego się na stronie odnośnika - źródłowy plik został umieszczony na koncie youtube: DOM JÓZEFA. Tytuł programu Justyny Sprutty i Ewy Kotowskiej, do którego odnosi się film nosi tytuł: "Sacrum a Sztuką - o rzeźbach Pawła Brylińskiego z Ewą i Michałem Chmielewskimi".



Z czasem pamięć o twórcy dość szybko zanikała, jego mogiła na cmentarzu w Ołoboku nie zachowała się do współczesnych czasów.  Ludowe dzieła stopniowo poddawały się warunkom atmosferycznych, często atakowane przez szkodniki, grzyby,  z upływem czasu w drewnie pojawiały się spękania i znaczące ubytki, ponadto brak odpowiednich zabiegów konserwatorskich dopełniało dzieła zniszczenia.
Znaczną część krzyży, słupów i kapliczek tego artysty została programowo zniszczona w czasie II wojny światowej przez niemieckich okupantów.  Mimo znacznych zniszczeń rzeźb, wiele dzieł z powodzeniem dotrwało do współczesnych czasów.  Twórczość Pawła Brylińskiego z samego założenia przeznaczona do prezentacji na otwartej przestrzeni, stopniowo wydobywana z ukrycia,
powraca na pierwotne miejsca, dodając splendoru całemu otoczeniu i jako perła krajobrazu stanowi najcenniejszą cząstkę polskiej kultury narodowej na południu wielkopolski.
Nieustanne podejmowane działania poprzez renowacje cennych zabytków, powoduje że w ostatnich latach liczba znanych dzieł Pawła Brylińskiego wciąż wzrasta.

Obecnie szlak twórczości Mistrza z Masanowa zyskuję widoczną popularność wśród wędrowców szukających miejsca na aktywny wypoczynek  turystyczno-krajoznawczy w plenerowej scenerii połączony z odnajdywaniem dawnych obyczajów społecznych na pograniczu Małopolski, Śląska i Wielkopolski.

Twórczość Pawła Brylińskiego odznaczała się wysokim kunsztem artystycznym, wypracowany własny styl, realizm przedstawianych postaci  i obfite dekoracje starannie wykonanych detali, pozwala łatwo odróżnić pracę wychodzące z pod jego dłuta.  Najczęstszym motywem ikonograficznym wśród przydrożnych rzeźb pojawia się tematyka Wielkiego Tygodnia, tego typu słupy i krzyże często nazywane ,,bożą męką”.  Wielofigurowe kompozycje przedstawiają, piętrowo od frontu ustawione figury m.in.: Matki Boskiej Bolesnej z pochyloną do przodu głową i splecionymi dłońmi
 uniesionymi do piersi, święta Weronika trzymająca białą chustę z odbiciem twarzy Chrystusa Cierniem Ukoronowanego,  święty Jan Ewangelista towarzyszący Maryi pod krzyżem na Golgocie, z przyciskającą lewą dłonią do piersi, św. Maria Magdalena  z flakonem oleju w uniesionej dłoni – symbol pokutującego grzesznika, nad nimi umieszczony główny element układu kompozycyjny,
figura ukrzyżowanego Chrystusa z głową w koronie cierniowej pochylona do prawego ramienia, postać Chrystusa rozpięta na skrzyżowaniu belek.  Nad głową umieszczona pionowa tabliczka z napisem INRI (Iesus Nazarenus Rex Iudaeorum - Jezus Nazarejczyk Król Żydowski),
na szczycie często zwieńczony rzeźbą pelikana karmiącego własną krwią swoje potomstwa, symbolizując najwyższe poświęcenie ofiary Chrystusa. 

Niektóre z krzyży posiadały jeszcze na wysokości figury Chrystusa, rzeźby jednego lub kilku aniołów z kielichami w dłoniach do których zbierana była krew z Boskich ran.  Po bokach, lub wyjątkowo z tyłu krzyża umieszczał swoim zwyczajem świętych - imienników fundatorów i jego rodziny.
Szczególnymi orędownikami ludu na ziemi wielkopolskiej byli m.in.: św. Jan Nepomucen, św. Wawrzyniec, św. Walenty, św. Idzi, św. Roch, i św. Benon.  Po między frontowymi figurami świętych umieszczał Bryliński często drobne detale: kielich – symbol Eucharystii i Męki Pańskiej, prawice, czaszkę z piszczelami,  tablica z narzędziami Męki, Judaszowe srebrniki, itd… W przypadku stawianych przez niego słupów, na szczycie dominował zwykle Chrystus Frasobliwy albo Jezus Nazareński.
Obok kompozycji wielofigurowych nie brakowało samodzielnych rzeźb wolno stojących typu: Chrystusa – Ukrzyżowanego, Frasobliwego, Spętanego zwanego Nazareńskim,
Boleściwym lub Pojmanym, oraz figury świętych w kapliczkach przydrożnych.


Jeszcze w okresie międzywojennym postać Pawła Brylińskiego wydobył od zapomnienia wielkopolski etnograf Stanisław Błaszczyk,  który w latach trzydziestych XX wieku podczas badań terenowych zauważył specyficzny części wielofigurowych krzyży i słupów.  Uznając je za dzieło jednego artysty, odnalazł w Masanowie potomków Brylińskiego i odtworzył z ich opowieści sylwetkę ludowego twórcy. Zaniepokojony losem kapliczek i krzyży,  pisał w artykule ,,Boże Męki nad Baryczą i Ołobokiem”, zamieszczonym w Kurierze Literacko - Naukowym, z dnia 11 listopada 1935 r.:

Poszczerbione, połamane, stoją gdzieś nad drogami czy wśród ogrodów, pokryte zasuszonymi girlandami i kwiatami. Stoją długo.  Gdy spróchniałe od dołu wiatr złamie, dźwigają je ludzie litościwi i głębiej w ziemi osadzają; Boże Męki wrastają w ziemię.  Reszta, co na wierzchu, rozlatuje się w próchno.

Na miejscu starej wyrasta nowa, gładka, heblowana, bo tam, gdzie Boża Męka stała, stać winna zawsze...” [2].







  Wielofigurowy krzyż drewniany w Kurochowie - Paweł Bryliński 1880 rok.
    Krzyż ludowy w Odolanowie na rozwidleniu dróg, do Krotoszyna i Daniszyna, wyrzeźbiony w 1846 r. [3]


Figura Św. Rocha w Raczycach pod Odolanowem – orędownik w czasie zarazy, w chorobach nóg,
zakażeniach, wściekliźnie i w nieszczęściach, patron aptekarzy, wieśniaków, szpitali i więźniów [4].


 







Fragmenty krzyża Pawła Brylińskiego przeniesione z Gliśnicy* do kościoła pod wezwaniem św. Marcina w Odolanowie,
umieszczone po prawej stronie kościoła wraz z wieloma innymi ozdobami pochodzących z terenu Odolanowskiego [5]. 






Krzyż przydrożny z XIX wieku w Jankowie Przygodzkim przy ul. Witosa.
 Według relacji miejscowych mieszkańców, w czasie II wojny światowej został ścięty przez Hitlerowców, tej samej nocy właściciel posesji 
ukrył zabytek by po wojnę postawić go na obecnym miejscu. Pierwotnie krzyż znajdował się na polnej drodze wiodącej do Ostrowa Wlkp. 
·        Dzieło nieznanego artysty, ze wskazaniem na Pawła Brylińskiego [6].




·        Huta -  Św. Jan Nepomucen – przedstawiany często z brodą i wąsami, ubrany w czarną sutannę z nałożoną białą komżą (symbol kapłaństwa), na głowie czarny biret
z czteroma rogami, w dłoni trzyma krucyfiks. Figura Świętego spotykana często przy mostach, rzekach, w okolicy skrzyżowań dróg, na placach publicznych, przy kościołach.
Chroni przed powodziami, suszą, patron życia rodzinnego [7].




Chrystus Frasobliwy – siedząca figura, zadumana nad chłopskim losem postać, doskonale wyrażała stan emocjonalny ludności wiejskiej.
Rzeźbę można podziwiać w kościele parafialnym pod wezwaniem św. Michała Archanioła w Cieszynie (Gmina Sośnie).
Dzieło nieznanego artysty, ze wskazaniem na P. B [8].
 



Fragment słupa przydrożnego w Gostyczynie przeniesiony w 2002 r. z Chotowa, pow. Ostrów.
,,Fundator – Wawrzyniec Olejnik R.P. 1849”. Święty Józef z Dzieciątkiem Jezus [9]. 




Chotów – replika figury ,,Św. Wawrzyniec”, fundacja: Pat i Aleksander Ćmielewscy, Australia 2002 r. [10]




·        Święty Benon na słupie w Sławinie 1855 r. [11]



Święty Józef z Dzieciątkiem Jezus. Figura wolno stojąca przypisana Pawłowi Brylińskiemu, w Kościele parafialnym w Gorzycach Wielkich. [12]
 


Słup przydrożny z płaskorzeźbami świętych i figurą Chrystusa Frasobliwego, fundacji Szymona Bógaja w miejscowości Ołobok, pow. Ostrów.
Rzeźbiony przez Pawła Brylińskiego 1840 rok. Obecnie znajduję się w Muzeum Narodowym w Poznaniu na Oddziale Etnograficznym [13].


 

Od lewej – Fragment z rzeźbą św. Idziego na krzyżu przydrożnym w miejscowości Kania , dłuta Pawła Brylińskiego.
Wielofigurowy krzyż przydrożny Pawła Brylińskiego w Granowcu (Gmina Sośnie), wykonany w 1878 roku, na zamówienie gospodarza Jana Kurzawskiego [14].



 


·        Rzeźby: Św. Antoni oraz Anna Samotrzecia z krzyża przydrożnego z Masanowa, pow. Ostrów, wykonane przez Pawła Brylińskiego,
obecnie eksponaty:
Muzeum Narodowe w Poznaniu , Oddział Etnograficzny. Fot. Adam Cieślawski 1999 r. [15]




Wielofigurowy krzyż cmentarny wykonany przez Pawła Brylińskiego z 1865 roku, w miejscowości Droszew, pow. Ostrów.
Fot. Stanisław Błaszczyk 1959 r. [16]



·        Krzyż przydrożny wykonany przez Pawła Brylińskiego, w miejscowości Kania, pow. Ostrowski, fundacji – Łukasza Skrobańskiego 1856 rok,
pokryty z trzech stron figurami rzeźbionymi  bezpośrednio w pniu belki. Według notatki Stanisława Błaszczyka - Mistrz z Masanowa potrzebował 1,5 roku,
na stworzenie tego wybitnego dzieła, które jako z nielicznych tego typu konstrukcji przetrwało do współczesnych czasów. 

·        Wielofigurowa kompozycja przedstawiała figury m.in.:

·        Chrystusa Ukrzyżowanego, Matki Boskiej Bolesnej, św. Weroniki, św. Jana Ewangelisty, św. Wawrzyńca, św. Zakonnika, św. Rocha,
św. Józefa, św. Franciszek, św. Antoniego, św. Idziego, św. Stanisława i św. Wojciech,
 zwieńczeniem na szczycie krzyża jest postać pelikana karmiącego własną krwią swoje pisklęta [17].




Franciszek Nowak.


Na koniec postać innego ludowego artysty, z tej części Regionu, której twórczość bywa czasem mylona z Pawłem Brylińskim.
Franciszek Nowak (ur. 1810 w Raszewach - zm. 1894 w Smolicach) – rzeźbiarz ludowy tworzący w okolicach Gostynia, Krotoszyna i Rawicza.
Mieszkał w Raszewach i w Smolicach, koło Krotoszyna. Współczesny Pawłowi Brylińskiemu, działał od połowy XIX wieku, prawdopodobnie do 1878 roku (datowania ostatniego dzieła). Z zawodu cieśla. Był wędrownym świątkarzem. Chodził od wsi do wsi, ubrany w fałdzistą wołoszkę, z opadającymi na barki długimi włosami. Stworzył wiele dzieł ludowych, rzeźbił i płaskorzeźbił między innymi słupy dębowe (Kuklinów), krzyże (Nepomucenów, Dubin). Do roku 1939 zachowało się około 30 jego prac, w czasie II wojny światowej znaczna część uległa zniszczeniu na skutek planowych akcji okupantów niemieckich [18].



Rzeźba przedstawiająca Jana Nepomucena.


Krzyż przydrożny.


Przypisy.

1-17.  Mirosław Piec, Paweł Bryliński. Mistrz z Masanowa:
18.  Wikipedia, Franciszek Nowak (rzeźbiarz):


Bibliografia. 

I. Mirosław Piec, Paweł Bryliński. Mistrz z Masanowa
II. Osobom zainteresowanym tematem udostępniamy także listę lektur, związanych z twórczością Pawła Brylińskiego, zamieszczonych na w/w stronie:
  1. Stanisław Błaszczyk - LUDOWA PLASTYKA KULTOWA W WIELKOPOLSCE.MNP E – Muzeum Narodowe w Poznaniu , Oddział Etnograficzny
  2. ,,Pamięci Doktora Stanisława Błaszczyka”. Opracowanie: Maria Magdalena Kośko - 
  3. Ewa i Michał Chmielewscy: ,,Święci na polskichrozstajach
  4. Ewa Chmielewska: ,,Boże Męki Mistrza z Masanowa”, ,,Rzeźbiarz Chrystusa”,, ,,Odkrywać przeszłość”.
  5. KATALOG ZABYTKÓW SZTUKI W POLSCE - POWIAT OSTROWSKI 1958 r.
  6. Wielkopolski biuletyn konserwatorski tom IV Poznań 2010 r. Opracowanie: Marta Dworniczak.
  7. Paweł Anders WOJEWÓDZTWO KALISKIE 1983 r. 
 III. Wikipedia, Franciszek Nowak (rzeźbiarz):https://pl.wikipedia.org/wiki/Franciszek_Nowak_(rze%C5%BAbiarz)
Spis i źródła ilustracji.
Ilustracje i ich opisy dotyczące twórczości Pawła Brylińskiego, pochodzą z artykułu  Mirosława Pieca: Paweł Bryliński. Mistrz z Masanowa:https://piecufoto.blogspot.com/2014/05/pawe-brylinski-mistrz-z-masanowa.html
Tymczasem dwie ostatnie ilustracje, dotyczące twórczości Franciszka Nowaka pochodzą ze strony Wikipedii, poświęconej temuż autorowi - 
Wikipedia, Franciszek Nowak (rzeźbiarz):https://pl.wikipedia.org/wiki/Franciszek_Nowak_(rze%C5%BAbiarz)