A oto i ostatnia część poświęcona zagadnieniu związków wolnomularstwa na Ziemiach Wielkopolski Wschodniej. Tym co wyróżnią tę część od poprzednich jest wątek występowania postaci masonów w folklorze ludowym naszego regionu.
Pałac biskupi w Ciążeniu, pow. słupecki.
Pałac biskupi w Ciążeniu.
Budowa pałacu w
Ciążeniu rozpoczęła się na zlecenie biskupa Teodora Czartoryskiego, dla którego
budowla ta powstawała w latach 1758-1768. Niestety, pierwszemu właścicielowi
nie dane było nacieszyć się okazałą rezydencją, gdyż zmarł jeszcze w trakcie budowy. Pałac został ukończony
dopiero w 1810 roku, dla swojego kolejnego właściciela, również biskupa -
Ignacego Raczyńskiego.
W
1818 roku pałac przeszedł (w drodze konfiskaty i nadania) w ręce już nie
biskupie, ale całkiem prywatne – pułkownika Wacława Gutakowskiego, adiutanta
cara Aleksandra I, uczestnika wojen napoleońskich, syna wielkiego mistrza
wolnomularstwa polskiego, Ludwika Gutakowskiego. To być może spowodowało, że
gdy w latach 70. XX wieku szukano miejsca dla masoników, wybór padł na Ciążeń.
Wacław
Gutakowski ożenił się z Józefą Grudzieńską, która miała jeszcze dwie siostry.
Joanna wyszła za mąż za wielkiego księcia Konstantego. Druga, Antonina
poślubiła Dezyderego Chłapowskiego. Ciotka sióstr była morganatyczną żoną
ostatniego króla Polski. Siostry znane były z zasad, a Wacław Gutkowski był
birbantem i utracjuszem. Stracił dobra w Ciążeniu i wraz z
żoną zamieszkał u Chłapowskich w Turwi.
Znajdujące się w
tutejszej bibliotece zbiory masoników (literatury masońskiej), stanowią jedną z
największych kolekcji tego typu w Europie. Większość woluminów zapisana jest w
językach takich jak: niemiecki, angielski i francuski; i datowana jest na XIX i
XX w. Do prawdziwych „perełek” zaliczają się XVII-wieczne tomy, spisane przez
różokrzyżowców. W czasie II wojny światowej wszystkie znajdujące się tutaj
zabytki literatury wolnomularskiej, zostały zebrane z rozkazu Heinricha
Himmlera. Pochodzą one głównie z terenów Pomorza, oraz Śląska. W obawie przed
ich zniszczeniem w trakcie bombardowania Berlina, zadecydowano o przewiezieniu
ich najpierw do Czech, a następnie część
z nich trafiła do Sławy Śląskiej. Tam też w roku 1945, ta nietuzinkowa kolekcja
została zabezpieczona i przewieziona do Poznania, przez polskich pracowników
Biblioteki Uniwersyteckiej w tymże mieście. Część z ocalonych zbiorów trafiła
potem do swoich prawowitych właścicieli, zaś te z woluminów, do których
właścicieli nie udało się dotrzeć, przeszły na własność państwa.
Prócz oddziału
Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu, do której należą zbiory masoników, w
pałacowych wnętrzach funkcjonuje także Dom Pracy Twórczej.
Gniezno.
Dawna loża masońska, obecnie Miejski Ośrodek Kultury w Gnieźnie.
O śladach
masonów w Gnieźnie uświadamia funkcjonujący tutaj szlak turystyczny, który
zwiedzać można wraz z lokalnym przewodnikiem. Za najokazalszy dowód istnienia w
mieście tajemnych bractw świadczyć może budynek, który obecnie spełnia rolę
Miejskiego Ośrodka Kultury na ul. Łubieńskiego 11. Jak zaznacza twórca szlaku
masońskiego - Ramzes Temczuk: nie istnieje dobrze opracowana bibliografia dotycząca
historii i działalności tutejszej masonerii. Jedyna wzmianka znajduje się w książce Erazma Scholza i Marka
Szczepaniaka „Gnieźnianina żywot codzienny”.
Znajdują się tam jednak na jej temat lakoniczne wzmianki. Podobnie rzecz
się ma w przypadku książkowych przewodników, oraz publikacji na temat historii
miasta. Wiele na temat istnienia gnieźnieńskich lóż „podpowiadają” miejscowe
budynki, a dokładniej: znajdująca się na ich elewacji symbolika .
Burmistrz Gniezna mason, członek loży Sześcianu Uwiecznionego („Cubus zum
bekranzten” – przyp. autorki), lub
Wschodu Franz Machatius to człowiek, za którego kadencji miasto osiągnęło
największy rozwój w swojej historii. Od objęcia, przez Machatiusa, stanowiska
burmistrza Gniezna w 1852 roku nastąpiła dynamiczna rozbudowa miasta. Powstały
liczne budynki użyteczności publicznej, zakłady miejskie ( tych spadkobiercami
jest wiele obecnie istniejących spółek komunalnych), rozwinięto funkcjonalną
sieć komunikacyjną.
W swoim opracowaniu, znajdującym się w zasobach UAM,
pt. „Andreas zum Frieden und der St. Johannis-Loge zum bekranzten Kubus im Orient
zu Gnesnen fur das Jahr” . Nijaki Andreas podaje, że loża gnieźnieńska była
dość prężną. O czym wzmiankuje Ludwik Hass pisząc o dorobku Stanisława
Małachowskiego-Łempickiego znawcy wolnomularstwa w Polsce. W Gnieźnie istniała
również druga loża której siedziba znajduje się przy dzisiejszej ulicy
Chrobrego - nazywała się "Andreas zum Frieden".
Do loży „Sześcianu
Uwiecznionego” należeć mieli także Emil Grieben oraz jego syn, którzy od roku
1888 byli właścicielami „Apteki pod lwem”, znajdującą się po dziś dzień na ul.
Dąbrówki. W
kamienicy na ul. Kościuszki, w budynku Centrum Aktywności Obywatelskiej (dawnym
Urzędzie Skarbowym) znajdować się miała siedziba „Jana w zgodzie”. Stamtąd powinniśmy się udać na kryzowanie z ul.
Warszawską. Przy samym przecięciu się ulic znajduje się okazała ceglana
kamienica, zakończona ozdobnymi wieżyczkami. Budynek pełen jest masońskiej
symboliki. Znajdziemy na nim najważniejsze elementy: cyrkiel (oznaczający
rozum, mądrość, wiedzę), węgielnicę (symbol równowagi i szczerości) oraz
łopatę. Na kamienicy odnajdziemy także czarno-białą szachownicę, nawiązującą do
posadzki świątyni Salomona.
Kolejne z interesujących nas budynków znajdować się
będą na ul. Chrobrego ,w pobliżu katedry, przed wejściem na Rynek (różowa
kamienica); oraz budynki stojące na ul.
Kilińskiego oraz ul. Warszawskiej.
Powiat wągrowiecki.
"Piramida" Łakińskiego.
Pierwsze
skojarzenia jakie nasuną nam się z wolnomularstwem w tej części regionu, to
słynna piramida Franciszka Łakińskiego z Łazisk. Jest to jeden z kilku
grobowców tego typu w naszym kraju, który swym kształtem nawiązujący do egipskich
piramid. I jak zaznaczają materiały źródłowe: różne były powody, dla których
tego typu budowle miały powstawać w Polsce. Często w tym przypadku wskazuje się
na panującą wśród ówczesnych możnych fascynację kulturą starożytnego Egiptu,
której spuścizna była dopiero co odkrywana. W innych przypadkach zwraca się
uwagę na powiązania właścicieli owych grobowców z bractwami wolnomularskimi.
Tak było bodajże w przypadku rotmistrza Łakińskiego, o którymi parokrotnie
pisywaliśmy na naszym portalu – głównie nawiązując do jego grobowca o
piramidalnym kształcie.
Aby niknąc
powtórzeń pozwolimy sobie w skrócie przytoczyć jego postać. Franciszek
Łakiński, rotmistrz wojsk napoleońskich żył w latach 1767-1845, do jego włości
początkowo zaliczał się majątek w Szczerbinie, później: okoliczne wsie w
pobliżu Wągrowca. Po roku 1830 zaangażował się w działalność charytatywną na
rzecz dzieci i ubogich. Łakiński tuż przed swoją śmiercią miał być autorem
swoistej przepowiedni, wg której Polska miała odzyskać niepodległość dopiero z
chwilą, gdy pobliskie sosny sięgną swą wysokością ponad wierzchołek piramidy.
Jakie względy sprawiły, iż zadecydował on o wybudowaniu
dla siebie tak nietypowego grobowca?
Tego być może nigdy się nie dowiemy.
W pobliżu „piramidy” znajdują się i inne
obiekty, których pierwotne przeznaczenie pozostaje nie do końca jasne. Wokół
tego miejsca krąży także wiele legend, chociażby te sugerujące, iż okolice
nawiedzane mają być przez ducha samego Łakińskiego. Inne opowieści sugerują, że
w miejscu tym, bądź jego bliskich okolicach, odbywać się miały niegdyś sabaty
czarownic. Czyżby rotmistrz znał te przekazy, i uznając tutejsze okolice za
„miejsce mocy”, zdecydował się wybudować swoją piramidę?... Która w jego
przekonaniu, także miałaby posiadać nadprzyrodzone właściwości?
Medal z wizerunkiem Josepha von
Zerboni di Sposetti.
Drugą
istotną postacią z tych okolic, należącą do grona masońskiego był Joseph von
Zerboni di Sposetti (1766-1831). Był on najstarszym synem zamożnego wrocławskiego
kupca, którego korzenie rodzinne (jak łatwo się domyślić) sięgały Włoch. Jako
pruski urzędnik państwowy Joseph von Zerboni di Sposetti podjął pracę w
Głogowie, jako asesor w izbie administracji państwowej. Tam też zetknął się z
kręgiem wolnomularskim, w którego szeregi ostatecznie zdecydował się wstąpić.
Uwieńczenie burzliwej kariery von Josepha
Zerboni di Sposetti było otrzymanie przez niego
posady naczelnego prezesa prowincji Prus Wschodnich, czyli Wielkiego
Księstwa Poznańskiego. Stanowisko to piastował aż do roku 1824 roku, kiedy to
do końca swych dni postanowił osiąść w swym majątku, położonym w Rąbczynie.
Jego ciało spoczęło w kościele św. Piotra i Pawła w pobliskim Łeknie.
Powiat żniński.
Dwór w Białożewinie, wzniesiony ok. 1820 roku, miał niegdyś należeć do rodziny masońskiej.
Zgodnie z
informacjami, do których udało mi się dotrzeć, dotyczących siedzib masońskich
na terenie pow. żnińskiego, zaliczyć można z całą pewności znajdujący się na
tamtejszym obszarze dwór w Białożewinie.
Dużo bardziej
okazalszą od niebo posiadłością jest znajdujący się w Lubostroniu pałac,
zaprojektowany przez Stanisława Zawadzkiego. Zleceniodawcą budowli był hrabia
Fryderyk Skórzewski. Pierwotnie folwark, na terenie którego powstał pałac,
nosił nazwę: Piłatowo. Jednakże Skórzewski decydując się na wybór tego miejsca
pod swoją siedzibę, znajdował się pod tak wielkim urokiem tegoż miejsca, że
zadecydował, iż stanie się ono jego prawdziwą ostoją na ziemi. Dobitnie
świadczy o tym fakt przemianowania Piłatowa na Lubstroń, nazwę którego nazwę
należy rozumieć jako: „lube ustronie”, bądź też: „sercu lubego ustronia”.
Pałac w Lubostroniu.
To jak wielkie znaczenie dla swego
właściciela posiadać miał zarówno pałac, jak i jego otoczenie, dobitnie
świadczą znajdujące się na jego elewacji inskrypcje. Pierwszą z nich jest: SIBI, AMICITIAE ET POSTERIS MDCCC, oznaczająca: „Sobie,
przyjaciołom i potomnym”; druga zaś, znajdująca się nad głównym
wejściem, głosi: HIC SECURA QUIES ET NESCIA FALLERE VITA – „Tu bezpiecznie przed
niebezpieczeństwami życia”. Świadectwa te przywodzą skojarzenia
Dobrzycą, którą Augustyn Gorzeński zwykł nazywać swoją „Bononią”. Dowodzi to
faktu, jak bardzo miejsca te były ważne
dla swoich właścicieli.
Swego czasu sensację wokół pałacu budzić miało
natrafienie na domniemany tunel, łączący pałac z pobliską oficyną, o którym
wspominać miały związane z pałacem legendy. Zapowiadało się wielkie odkrycie,
jednak gdy dotarłam do późniejszych artykułów na ten temat, okazało się że, nie
badanie georadarem nie udowodniło istnienia wspomnianego podziemnego
przejścia. Pozostaje ono nadal w sferze
legend, choć odwiedzający to miejsce nie mogą czuć się rozczarowani, bowiem w
pałacowych podziemiach znajdują się inne, tajemne przejścia, łączące jego
poszczególne przejścia.
Stanowić mogą one dowód potwierdzający związki tego
miejsca z wolnomularstwem. W jednym z wywiadów wspominać miał o tym dyr.
Budziak: dawny właściciel Heliodor
Skórzewski miał 33. stopień w masońskiej loży francuskiej, a ludzie zrzeszeni w
wolnomularstwie często korzystali z tajemnych przejść, bo przecież ich
organizacja była potępiana. Wiemy, że miejsce, w którym obecnie jest kaplica,
na pewno było związane z lożą.
Piła.
Budynek pilskiej loży masońskiej "Borussia" i karczmy "Zielony winiec".
Ciekawą
zagadkę dla historyka stanowić może wątek obecności loży masońskiej na terenie
Piły. Jej rozwikłania podjęli się użytkownicy internetowego „Dawna Piła”, i to
właśnie na podstawie ich ustaleń postanowiłam przedstawić poniższe fakty,
dotyczące jej działalności. Swoją drogą jest to dość ciekawy przykład na to,
jak wspólna pasja do historii własnych okolic, jest w stanie stać się okazją do
współpracy przy próbach rekonstrukcji lokalnej historii, dającą interesujące
efekty.
Wiadomo,
że dawna loża masońska w Pile znajdować się miała przy ul. Piekarskiej, oraz
al. Niepodległości, w obecnym gmachu rektoratu Wyższej Szkoły Biznesu. Powstała w 1820 r. i otrzymała nazwę
"Borussia" (Prusy). Należeli do niej najbardziej wpływowi obywatele
miasta. Obecny budynek wzniesiono prawdopodobnie w połowie XIX w. w stylu klasycystycznym,
przy ówczesnym Starym Rynku. Jest to więc jeden z najstarszych zachowanych
domów w naszym mieście. Na jego tyłach znajdował się rozległy ogród, przez
który na początku XX w. wytyczono ul. Loży Masońskiej (część al.
Niepodległości). Loża została zlikwidowana po 1918 r., w budynku umieszczono
wówczas mieszkania. Po wojnie, którą przetrwał w niezłym stanie, znajdowało się
w nim liceum medyczne, a następnie żłobek. Od pierwszej połowy lat 90tych
mieści się w nim Wyższa Szkoła Biznesu.
Budynek pilskiej loży.
Wg informacji od
tego samego użytkownika wynika, że na terenie Piły funkcjonować miało także
stowarzyszenie Odd Fellows, które choć oficjalnie nie zaliczało się do
stowarzyszeń masońskich, to w swej organizacji i działalności pozostawało im
bardzo bliskie.
Wiadomo
także o tym, że Jo Mihaly (Elfride Kuhr) – żyjąca w latach 1902-1989 niemiecka
tancerka, działaczka społeczna i pisarka
urodzona w Pile, opisała w swoim Dzienniku Wojennym pożar, który miał
miejsce 22 września 1915 r. (korekta autorki) w nowo urządzonym szpitalu w Loży Wolnomularzy „Borussia”. Według jej
relacji był to duży pożar. Wyrzucano przez okna na Stary Rynek poduszki i koce
wynosząc na noszach rannych. Straż Pożarna, która przybyła na miejsce zużyła
całą wodę z pojazdu. Strumień wody był tak silny, że wyrzucał w powietrze
cegłówki. Pożar trwał półtorej godziny. Straty to brakująca więźba dachowa,
okna prawie wszystkie powyrzucane od gorąca, osmolone mury. W środku wszystko
gołe, brązowe, spalone i w popiele. Dziadek Elfriede Kuhr - Eduard Golz- był
członkiem Loży.
Ciekawostkę może stanowić fakt, iż Jo
Mihaly pisząc swój unikalny dziennik, w którym zawarła wydarzenia rozgrywające
się w Pile, w trakcie I wojny światowej, miała wówczas zaledwie dwanaście lat.
Przyszła
na świat 25 kwietnia 1902 roku, jako jedno z czworga dziecka Margarethe
Golz-Kuhr i Richarda Kuhr. Jej matka była pianistką, nauczycielką śpiewu, a
przede wszystkim dyrektorką w Mistrzowskiej Szkoły Aktorskiej i Wokalnej w
Berlinie, ojciec zaś był architektem. Rodzice rozstali się zanim dziewczynka
przyszła na świat, dzieląc między siebie opiekę nad swymi pociechami. Starsi
synowie mieli pozostać pod opieką ojca, podczas gdy trzeci, najmłodszy braci
oraz Elfriede mieli pozostać z matką. Ostatecznie, gdy rodzice zrezygnowali z
przywilejów rodzicielstwa, cała czwórka była wychowywana przez swych dziadków -
rodziców Margarethe.
O
wspomnianym wcześniej Eduardzie Golz warto wspomnieć, iż był on także mistrzem
kamieniarskim, budowniczym, a także miejskim rajcą. Jego firma zbudowała m.in. tunel dworca kolejowego, dom sióstr
zakonnych (ob. gabinet kosmetyczny przy ul. Śródmiejskiej, koszary piechoty
(ob. Szkoła Salezjańska przy ul. Bydgoskiej).
Zmarł dwa lata przed wybuchem I wojny światowej, w związku z czym opieka
nad wnukami spoczęła odtąd na barkach jego żony, która w trakcie wojennej
zawieruchy udzielała się także w tamtejszym oddziale Czerwonego Krzyża.
Elfirede opuściła ukochaną Piłę w 1920
roku i wyjechała do Berlina, by zgodnie z
wolą matki pomóc jej w prowadzeniu Mistrzowskiej Szkoły Dramatu i Muzyki
(Meisterschule für Bühne und Konzert), a także kształcić głos, oraz zrealizować
własne plany - uczyć się tańczyć. Potajemnie, sama opłacając naukę, studiowała
balet klasyczny i taniec nowoczesny(…).Po pomyślnym debiucie, w 1923 r. została
zaangażowana do zespołu Haas-Heye-Balletts.
W przyszłości, gdy jej kariera
sceniczna nabierała tempa, zamieszkała wraz z mężem Leonardem Steckelem
(aktorem i reżyserem) w sławnej
berlińskiej „czerwonej kolonii artystów”, na trzecim piętrze kamienicy przy
Breitenbachplatz w dzielnicy Wilmersdorf. Ich sąsiadami, przyjaciółmi,
współpracownikami byli najznamienitsi twórcy epoki, m.in. Mühsam, Reinhardt,
Piscator, Brecht, Tucholsky. Mimo intensywnych zajęć artystycznych małżonkowie
angażowali się w działalność opozycyjnych i antynazistowskich lewicowych
organizacji. (…) Pod koniec lat
trzydziestych w stuttgarckim wydawnictwie bezdomnych ukazały się jej pierwsze
książki, wszystkie z jej rysunkami. (…)3 lutego 1933 przyszła na świat córka
Steckelów - Anja Barbara. W tym również roku odmówiła przyjęcia tytułu
Narodowej Artystki Rzeszy, co w połączeniu z rodzinnym zaangażowaniem
społecznym, rasą męża, oraz represjami nasilającymi się po dojściu Hitlera do
władzy, przyspieszyło decyzję o emigracji. (…)W latach 1938-1939 była agentką
ruchu oporu, pomagała żydowskim uciekinierom, prowadziła spotkania kulturalne w
obozach dla uchodźców. (…)
W 1946 r. została także powołana, do
Doradczej Komisji Wielkiej Hesji, poprzedniczki Parlamentu Landu Hesji;
zajmowała się problemami kształcenia nauczycieli i reformy szkolnej. Nie
przyjęła propozycji kariery politycznej, choć umieszczono ją na piątym miejscu
listy wyborczej KPD do Krajowego Zgromadzenia Konstytucyjnego. Latem 1946 r.
mąż Leonard Steckel sprowadził ją do Szwajcarii.
W 1949 r. rozpadło się jej małżeństwo;
opuściła Zurych, przeprowadziła się do Ascony, miasteczka nad jeziorem
Maggiore, w dystrykcie Locarno, w kantonie Wicino, które przez kolejne
czterdzieści lat stanowiło centrum jej życia. W 1951 dokonała konwersji na
katolicyzm. Zajmowała się literaturą, pisała powieści, opowiadania, wiersze,
słuchowiska, sztuki teatralne, książki dla dzieci, eseje, artykuły
kulturalno-polityczne, uprawiała krytykę literacką dla czasopism, radia i
telewizji, współpracowała z prasą i do 1980 r. organizowała środowiskowe
„Rozmowy Literackie. (…) Jej życie i
twórczość najlepiej charakteryzuje jej deklaracja: „Mój główny temat to ludzka
godność”.
MASONI W LEGENDACH.
Opuszczony dom w Sokolcu, rzekomo należeć miał do rodziny masonów.
Na
terenie Pałuk oraz Krajny opowieści o masonach wciąż stanowią nierozerwalny
element folkloru. Na Krajnie w ludowym folklorze zwykło się nazywać ich „farmazynami”
lub „frajmałrerami” (od niemieckiego terminu „Freimaurer”,
oznaczającym właśnie wolnomularza). Pamiętać jednak trzeba, że wiele opowieści,
które można zasłyszeć w tych częściach regionu, bardzo często zakwalifikować
można bardziej jako element folkloru, niż rzeczywistą wiedzę na temat tego kim
naprawdę byli masoni. Uobecnia się tutaj ludowa tendencja do demonizowania
„mitycznej” postaci „obcego”. I to w potrójnym tego słowa znaczeniu. Mamy tutaj
bowiem do czynienia z postacią osoby, która pod względem narodowościowym nie
jest Polakiem; w kwestii wyznania nie jest katolikiem, … a w dodatku należeć ma
do jakiegoś podejrzanego bractwa.
Stąd też „farmazynom” przypisuje się
nadnaturalne przywary, zgodnie z którymi: paktować mają z siłami nieczystymi,
posiadać nadprzyrodzone zdolności (parać się magią, znać przyszłość). Często
też postać masona w tutejszym folklorze spełniać miała rolę „straszaka” na
niegrzeczne dzieci. Obecność postaci masona w ludowym folklorze, przejawiającym
się w okolicznych podaniach to dość ciekawy wątek, który postanowiłam
przedstawić naszym czytelnikom na przykładzie trzech poniższych opowieści.
Pierwsza
z nich pochodzi z okolic Sokolca w pow. chodzieskim. Po dziś dzień krążyć mają tam
podania, nawiązujące do wydarzeń sprzed około stu lat, związanych z tajemniczą śmiercią członków rodziny tutejszego
młynarza. Zgodnie z relacjami, wszyscy jej członkowie umrzeć mieli w przeciągu czterech lat, a mieć
to miało związek z rzekomym faktem, iż głowa rodu była masonem.
-
Na tak zwanym Hamerku w Sokolcu, ponad sto lat temu żyła rodzina młynarzy.
Wiodło im się bardzo dobrze, gdy w pewnym momencie jeden po drugim zaczęli
umierać. Była to podobno klątwa za zerwanie paktu z diabłem - opowiada sołtys
Lipy Agnieszka Jańczak.
-
W dniu pogrzebu rozpętała się potężna wichura, która pozrywała snopki siana na
łąkach. Wichura ustała, kiedy trumnę młynarza opuszczono do grobu. Był to
podobno znak, że rzeczywiście był on masonem - opowiedziała nam (inna – przyp. autorki) kobieta.
Nie ma
wątpliwości, że lokalne opowieści na temat tej rodziny to jedynie element lokalnego
folkloru, którego poszczególne elementy daje się wyłuskać etnografowi. Młynarze
w wiejskim folklorze bardzo często, przez wzgląd na charakterystykę swojej
profesji, postrzegani byli jako osoby powiązane z siłami nieczystymi. Świadczą
o tym niezliczone opowieści pochodzące z terenów całego kraju. W dodatku w
przypadku opowieści z Sokolca okazuje się, że rodzina młynarzy miała być
pochodzenia niemieckiego. Nie byli oni katolikami, lecz luteranami. I tutaj
wyłania nam się dychotomia „swój” – „obcy”, nie tylko pod względem narodowościowym,
ale i religijnym. Nie trudno zatem o wątek demonizowania postaci obcego, tak
częstego w folklorze ludowym, nie tylko Polski. Z tego rodzi się nam wątek
domniemanego bycia masonem, przez jednego z jej członków, i paktowania z siłami
nieczystymi.
Co
na pewno wiemy o rodzinie Krugierów? Niewiele. Znamy imiona przedstawicieli
ostatniego pokolenia, wiemy gdzie są pochowani. Przyczyna ich zagadkowej
śmierci (którą była zapewne jakaś choroba) pozostaje nieznana. Prócz młyna posiadać
mieli oni jeszcze zakład kamieniarski, z którego się utrzymywali. Byli ludźmi
pracowitymi i majętnymi – na tyle, że stać ich było na utrzymanie własnej służby.
Z opowieści mieszkańców wiemy, że swoich pracowników traktowali dobrze. Czy
ktokolwiek z nich rzeczywiście był przedstawicielem wolnomularstwa? Tego nie
wiem na pewno, choć wydaje się, że jest to motyw dopowiedziany przez ówczesnych
mieszkańców wsi. Wynikać miałby on ze wspomnianej „demonizacji” postaci obcego
- wyrazu lęku przed „obcym”, i wszystkim co miałby sobą uosabiać.
Widok na jezioro Borówno.
Kolejne dwie
opowieści dotyczyć będą motywu rzekomego posiadania przez wolnomularzy
nadnaturalnych umiejętności. Obydwie historie pochodzić będą z terenów Krajny.
Pierwsza z nich została zaczerpnięta ze obszarów Borów Kujańskich, z okolic
jeziora Borówno. Akcja opowieści miała rozgrywać się przed II wojną światową,
zaś jej bohaterem miał być „frajmałrer” Rüdiger,
pełniący funkcję ówczesnego nadleśniczego tutejszych lasów. Nadnaturalną
umiejętnością jaką przypisano mu w niniejszym podaniu, była znajomość daty
własnej śmierci, oraz jej dokładnych okoliczności. Wg podań ludowych wolnomularze
mieli jednak znać sposoby, aby spróbować wymknąć się swemu przeznaczeniu. W
dniu, na który wskazywała przepowiednia, należało „poświęcić” na swoje miejsce
życie innej osoby. Powinna ona także zginąć w sposób, jaki został przeznaczony
danemu masonowi.
Tak też uczynić
zamierzał Rüdiger. W sobie wiadomy sposób zwabił swoją sekretarkę na
przejażdżkę samochodem, w okolice jeziora Borówno, które w tamtym czasie było
zamarznięte. Następnie, chcąc zrealizować swój plan, mężczyzna wjechał pojazdem
na powietrznię tafli jeziora. Gdy zauważył, że ta zaczyna pękać pod ciężarem
samochodu, wyskoczył z niego, pozostawiając w nim towarzyszącą mu kobietę. Sam
układając się na brzuchu, w bezpiecznej odległości, obserwował jak pojazd z
wolna zaczyna zapadać się pod lód. Utonięcie sekretarki, jej ofiara, miało
odwrócić ciążące nad Rüdigerem fatum.
W ostatniej
chwili jednak masona ruszyło sumienie. Prędko zerwał się z miejsca, i wciągnął
kobietę z samochodu, samemu zajmując jej miejsce. Zaraz potem samochód pogrążył
się w odmętach jeziora .
"Mistrz" - rysunek z cyklu Masoneria.
Cechą podana
wierzeniowego jej próba dowodzenia jego autentyczności. W przypadku opowieści
znad jeziora Borówno, przebieg opisanych powyżej wydarzeń miał być znany dzięki
relacjom drwali, którzy rzekomo wówczas pracowali przy wycince lasu.
Co się zaś tyczy kolejnej opowieści:
wydarzenia przez nią opisane miały rozgrywać się we wczesnych latach II wojny
światowej, we folwarku z Poborcza, należącego do wsi Głomsk w pow. złotowski. Dotycząca ich relacja,
przekazywana ustnie jako „autentyczna” dotrwać do naszych czasów.
Dwie
dziewczęta pochodzące z pobliskich okolic, miały pracować w folwarku należącym
do rodziny Mathews, pomagając przy żniwach. Pewnego dnia pan powierzył im
wykonanie innego zadania. Nakazał obydwu dziewczętom nazbieranie z sadu
wszystkich jabłek, a następnie
umieszczenie ich w spiżarni, zanim on powróci z miasta. Nie wolno im jednak było
zabrać dla siebie ani jednego z owoców. Chcąc wykonać swoje zadanie w
wyznaczonym na nie czasie, dziewczęta natychmiast zabrały się do pracy,
poświęcając na nie cały swój dzień. Zgodnie z oczekiwaniami, udało im się je
ukończyć przed powrotem właściciela folwarku.
Wieczorem, po
ciężkiej pracy udały się na spoczynek do komórki, w której pomieszkiwały. Wówczas
okazało się, że jedna z nich „przemyciła” w fartuchu kilka jabłek, które
zamierzała spożyć wspólnie ze swoją towarzyszką. Miał to być rodzaj
niespodzianki-nagrody po dniu ciężkiej pracy. Swej przyjaciółce tłumaczyła, że
nie ma się czego obawiać, bo przecież jabłek było w bród – nikt nie domyśli
się, że parę z nich ubyło.
W pewnym momencie usłyszały jak na podwórko
zajeżdża pańska dorożka. Nie chcąc dać się przyłapać na kradzieży pospiesznie
zamknęły drzwi wejściowe na haczyk, a kolejną parę drzwi na klucz. Druga para drzwi została dodatkowo
zabezpieczona opartą o nie miotłą, oraz ciężkim wiadrem z popiołem.
Wtem dało się posłyszeć jak ktoś szarpie
za klamkę drzwi wejściowych. Jako, że te zostały zamknięte od wewnątrz,
dziewczyny czuły się bezpiecznie. Jakież jednak było ich zdziwienie, gdy chwilę
potem dało się słyszeć odgłos otwieranego haczyka, a potem skrzypienie drzwi
wejściowych. Strach narastał w nich jeszcze bardziej, gdy ktoś zaczął otwierać
drzwi wewnętrzne, zamykane przez nie na klucz… potem przewrócił wsparte o nie
miotłę, oraz wiadro.
Nagle wszystko
ustało. Przerażone dziewczęta usłyszały odgłos dorożki, która tak naprawdę
dopiero teraz zajechała na podwórko. Gdy przez niewielkie okno obserwowały
powrót swego pana, były pewne, że widzą malujący się na jego obliczu uśmiech.
Dawał im tym do zrozumienia, że wiedział, iż złamały jego zakaz, i to on „za
karę” próbował jej nastraszyć.
PODSUMOWANIE.

Pracując
nad napisaniem przedstawionego czytelnikom opracowania, na temat związków
masonerii z obszarami Wielkopolski Wschodniej, przekonałam się, iż trudno było
mieć kontrolę nad tym, jaką formę ostatecznie przybiorą wszystkie części
artykułu. Tak jak zaznaczałam we wstępnie do części pierwszej: inspiracją do
powstania cyklu były miejsca odwiedzone przeze mnie w trakcie moich podróży po
naszym Regionie. Jednakże, biorąc pod uwagę tajny charakter ugrupowań
masońskich, trudno natrafić na obszerniejszą bibliografię, dotyczącą tego
zjawiska. W przypadku niektórych miejscowości okazuje się to wręcz niemożliwe,
bowiem żadna praca na temat działalności wolnomularzy w danym miejscu nie
powstała (np. Krotoszyn, Gniezno). Zmuszona byłam zatem posiłkować się
dostępnymi w internecie artykułami, bądź dyskusjami na forach internetowych
związanych z danym miastem (np. Piła). Należy jednak brać pod uwagę możliwość
występowania w tego typu źródłach
błędów, sprzecznych informacji (np. Ostrów Wielkopolski). Istnieją także miasta, takie jak chociażby
Konin, na temat których udało mi się natrafić na szczątkowe wzmianki na temat
istnienia w nich masońskich lóż. Jednak nie udało mi się dotrzeć (przynajmniej
na ten moment) do materiałów, które pozwoliłby mi napisać na ich temat coś
więcej, niż wspomnieć jedynie o fakcie, że się tam po prostu znajdowały.
Bazowanie na wcześniej
wspomnianych źródłach nich stanowi ciekawe doświadczenie dla regionalisty,
piszącego na temat wybranego zagadnienia. Okazuje się bowiem, że dotarcie do
informacji, często napotyka się z ciekawym zjawiskiem prób rekonstrukcji
historii przez innych lokalnych regionalistów (wymiana informacjami, wzajemne
poprawianie się). Nadal pozostaje jednak tutaj wiele niedopowiedzeń,
domysłów... W niektórych przypadkach nie jest do końca pewne: na ile masoni-właściciele
danej posiadłości, fundując ją, istotnie chcieli by uosabiała ona wybrane idea
wolnomularskie, a na ile taka legenda została dopowiedziana, bądź nad interpretowana
przez późniejsze pokolenia (Dobrzyca, Śmiełów, Lubostroń).
Na
szczególną uwagę zasługuje wątek folkloru ludowego. Uwzględnia on w swych
przekazach treści mniej wartościowe pod względem historycznym, jednakże
niezwykle bogate dla badacza kultury, jakim jest chociażby etnolog. Dlatego też
postanowiłam w swej pracy, uwzględnić także i ten motyw.
Mam
nadzieję, że opracowany przeze mnie materiał daje do zrozumienia, jak bardzo
potrzebna jest rzetelna, naukowa publikacja, ukazująca świat
Wschodniowielkopolskiej masonerii. Miejmy nadzieję, że kiedyś takowe
opracowanie powstanie. Póki co liczę na to, że opracowane przeze mnie treści,
choć trochę przybliżyły naszych czytelników do zagadnienia związków
wolnomularstwa z obszarami na mapie naszego regionu. Może to stanowić
inspirację do wakacyjnego szlaku tropem tutejszej masonerii, a zarazem stać się
okazją do zwiedzenia wielu ciekawych miejsc i poznania ich historii.
Przypisy.
I. Budzyńska, Gniezno:
Kolejne zwiedzanie z przewodnikiem. Tym razem szlakiem Loży Masońskiej:
M.
Stopczyński, Szlak wolnomularski. Gdzie w
Gnieźnie urzędowała masoneria?:
Masoni w
Sokolcu? Dlaczego w ciągu 4 lat zmarła cała rodzina młynarzy?:
Bibliografia.
1.
Budzyńska
Iza, Gniezno: Kolejne zwiedzanie z
przewodnikiem. Tym razem szlakiem Loży Masońskiej:
9.
Kracki
Tadeusz, Generał Gorzeński i legenda
Dobrzycy:
12. Polska
Niezwykła, Dobrzyca. Pałac na planie
węgielnicy masońskiej:
14. Proszę
wycieczki, Ciążeń – pałac biskupów i masoniki:
15.
Stopczyński Mikołaj, Szlak wolnomularski. Gdzie w Gnieźnie urzędowała masoneria?:
https://gniezno.naszemiasto.pl/szlak-wolnomularski-gdzie-w-gnieznie-urzedowala-masoneria/ar/c1-8054711
https://infostrow.pl/historia/slady-masonow-w-ostrowie/cid,77589,a
18.
Masoni w
Sokolcu? Dlaczego w ciągu 4 lat zmarła cała rodzina młynarzy?:
https://chodziez.naszemiasto.pl/masoni-w-sokolcu-dlaczego-w-ciagu-4-lat-zmarla-cala-rodzina/ar/c8-2685102
https://muzeum.krotoszyn.pl/aktualnosc-25355-masonskie_pamiatki_w_zbiorach_muzeum.html
http://www.smielow.com.pl/ekspozycja-palac/?fbclid=IwAR1NFaCNX2N1y-Z9yDGQSoyGT33weE4fgc8fwka3zTFMS2_gTDjgrAy52Jw
http://www.glokalna.pl/krotoszyn-mial-swoja-loze-masonska/
22. Włoszakowice, Ciążeń, Dobrzyca – masońskie ślady w
Wielkopolsce:
https://naprzekordniom.wordpress.com/2015/04/29/wloszakowice-ciazen-dobrzyca-masonskie-slady-w-wielkopolsce/
Spis i źródła
ilustracji.
1.
Pałac
biskupi w Ciążeniu
Wikipedia.
2.
Dawna
loża masońska, obecnie Miejski Ośrodek Kultury w Gnieźnie.
3.
Tamże.
4.
Piramida Łakińskiego
Tamże.
5.
Medal z wizerunkiem Josepha von Zerboni di Sposetti.
https://powstanie.wmn.poznan.pl/medal-z-wizerunkiem-josepha-von-zerboni-di-sposetti/
6.
Dwór
w Białożewinie
http://www.polskiezabytki.pl/m/obiekt/9416/Bialozewin/
7.
Pałac
w Lubostroniu:
Wikipedia
8.
Budynek
pilskiej loży masońskiej "Borussia" i karczmy "Zielony
winiec".
http://www.forum.dawna.pila.pl/viewtopic.php?t=39
9.
Budynek
loży w Pile
http://www.forum.dawna.pila.pl/viewtopic.php?t=39
10. Jo Mihaly w
młodości
Wikipedia.
11. Dom w Sokolcu
rzekomo należący do rodziny masonów
https://chodziez.naszemiasto.pl/masoni-w-sokolcu-dlaczego-w-ciagu-4-lat-zmarla-cala-rodzina/ar/c8-2685102
12. Widok na jezioro
Borówno
https://krajna.pl/panoramy/31/kujanki-jezioro-borowno
13. „Mistrz” –
rysunek z cyklu Masoneria
https://archiwum.allegro.pl/oferta/mistrz-rysunek-z-cyklu-masoneria-i7561535034.html
14. Wszystko widzące
oko
https://menway.interia.pl/styl-zycia/ciekawostki/news-masoni-zagadki-mrocznego-bractwa,nId,2559117